
Nie stronię od kryminałów, lecz skłamałbym twierdząc, że jestem ich wielką fanką. Po dumę Skandynawii sięgam dość rzadko. Mimo to, czasami jakieś czytadło z tego gatunku intryguje mnie tak bardzo, że po prostu muszę po nie sięgnąć. Tak było również z "Laurą" - fabuła zapowiadała się nieszczególnie, lecz coś mi podpowiadało, że lektura będzie zacna. Sięgnęłam i... moja intuicja po raz kolejny mnie nie zawiodła!
W elitarnej dzielnicy - Palokaski - ginie dziewczyna. Mimo że mieszkańcy martwią się o zaginioną Laurę wierzą, że jest to jedynie kilkudniowa ucieczka z domu, a dziewczyna za parę dni wróci do rodziców. Lecz Miia Pohjavirta ma zgoła odmienne zdanie. Jako przeszła policjantka i przyszła pani pedagog doszukuje się w sprawie drugiego dna i w raz z policją szuka Laury. Jak się okazuje, sprawa nie jest tak prosta, a mieszkańcy jeszcze bardziej utrudniają zadanie. Miia nagromadziła wiele tropów, ale wciąż pozostaje pytanie... który z nich jest prawdziwy? Który zaprowadzi ją do zaginionej Laury?
Ta książka jest wyjątkowa nie tylko ze względu na arcyciekawą treść. Niepowtarzalny jest również... autor! Bo taki człowiek jak J.K. Johansson nie istnieje, a nawet jeśli, to nie napisał on tej książki. Pod tym wdzięcznym pseudonimem kryją się fińscy scenarzyści. Tym samym "Laura" jest dziełem grupowym, co sprawia, że akcja powinna być bardziej nieprzewidywalna, każdy element dopieszczony, wszystko dopięte na ostatni guzik. I wiecie co? Właśnie tak jest! Fakt, że nad tą książką pracowało paręnaście ludzi, czyni ją prawie idealną.
"Laurę" czytało mi się dobrze. Pochłaniałam strony, z których aż biły wielkie emocje. W momencie zagrożenia, czułam strach i z niepokojem rozglądałam się dookoła, czy aby na pewno jestem w strefie pozbawionej morderców, gwałcicieli i innych typów spod ciemnej gwiazdy. Mimo że cała historia nie należy do najoryginalniejszych, a finał pozostawia wiele do życzenia, dla mnie - kryminalnego laika - emocji było aż nadto. Książka nie opowiada jedynie o poszukiwaniach Laury, poznajemy także życie Mii, co niezmiernie mi się podobało, bo polubiłam tę postać.
Nie jest to typowy kryminał i, na szczęście, autorzy nie powielili schematów charakterystycznych dla tego gatunku. Zwykle narratorem w tego typu powieściach jest policjant płci męskiej, wiek 40+, uzależniony od alkoholu, czasami też od seksu. Tutaj narratorem jest Mia - uzależniona od facebooka młoda kobieta. Może i dla niektórych opisy sprawdzania twarzoksiążki będą irytujące, ale... swój swego zrozumie, mi to nie przeszkadzało, a nawet się podobało.
Czasami mam wrażenie, że z chwilą rozpoczęcia lektury, bohaterowie dopiero się rodzą. Nie mają przeszłości, żadnych doświadczeń życiowych. Nienawidzę tego, świadczy to jedynie o braku talentu i polotu pisarskiego. W "Laurze" na szczęście czegoś takiego nie spotykamy - Mia pracowała w policji wcześniej, rozwiązała paręnaście spraw, zaliczyła paru facetów i kilka występów w telewizji śniadaniowej. Dzięki temu, zarówno ona jak i inni bohaterowie, są bardziej autentyczni.
"Laura" jest jedną z nielicznych powieści dla dorosłych, w której poruszane jest życie młodzieży bez ośmieszania tej grupy wiekowej. Przeczytałam wiele książek, w której sprawy nastolatków były źle opisane. Tutaj, mimo że niektóre sceny były z lekka przesadzone, obyło się bez obrażania młodych i wyklinania przyszłości świata. Sprawiło to jedynie, że "Laura" spodobała mi się jeszcze bardziej! Jestem zmuszona zgodzić się z opinią na okładce - lektura jest idealną powieścią na lato. Więc do księgarni marsz, ten świetny kryminał już na Was czeka!