wtorek, 5 sierpnia 2014

"Lato drugiej szansy" Morgan Matson

















Alkoholik, który prowadził samochód i zabił bogu ducha winnych ludzi. Teraz wychodzi na wolność. Gwałciciel, morderca, złodziej. Tyle czarnych charakterów krąży po tym świecie. Zasługują na drugą szansę? A Ty? Ile osób skrzywdziłeś? Ile razy powiedziałeś coś nie tak? Ile razy odwróciłeś się i poszedłeś w swoją stronę, na widok krzywdy innych ludzi? Uważasz, że zasługujesz na drugą szansę? Na szansę, dzięki której naprawisz swoje błędy?

Ojciec Taylor jest śmiertelnie chory. Z tego względu, Gelsey rezygnuje z obozu baletowego, Warren daje sobie spokój z uczęszczaniem na kursy edukacyjne, a Tay odpuszcza sobie nicnierobienie w domu. Cała rodzinka wyrusza do letniego domku w Lake Phoenix. To właśnie tam, w wieku dwunastu lat Taylor zraniła dwie, ważne dla niej, osoby. Czy uda jej się naprawić relacje z, bliskimi jej sercu, ludźmi?

Naprawdę nie wiem, co ze mną jest nie tak. Książka, którą zachwycają się praktycznie wszyscy, w moich oczach wypadła nader słabo. W pozycji autorstwa Morgan Matson znalazłam całą masę wad, niedociągnięć i błędów. Lektura wciągnęła mnie dopiero przy końcu, a zaczęła mi się podobać przy ostatnich rozdziałach. Co takiego, w "Lecie drugiej szansy" mnie ubodło? Już Wam mówię...

Po pierwsze: irytująca główna bohaterka. Taylor była do bólu przewidywalną i bardzo papierową postacią. Miała denerwujący zwyczaj uciekania, gdy tylko na horyzoncie pojawiały się kłopoty. Co więcej, cały czas wmawiała sobie, że jest przeciętnym beztalenciem, lecz nie robiła niczego, żeby zmienić ten stan rzeczy. Jak na swoje siedemnaście lat, była bardzo niedojrzała emocjonalnie. Jeszcze gdyby nadrabiała inteligencją byłabym w stanie to przeboleć. Ale powiedzcie mi... jak mam tolerować nastolatkę, która nawet nie wie co to jest trzustka ?!

Wątek romantyczny, Był tani, sztuczny, a przede wszystkim do bólu przewidywalny. W pewnym momencie zaczęłam czytać dialogi na głos. I wiecie co? Tarzałam się, po podłodze, ze śmiechu, takie to wszystko było naciągane. Momentami, "związek" polegał jedynie na całowaniu się. Jakież to głębokie, nieprawdaż? Podobnie miała się sprawa z dawną przyjaciółką, choć tutaj było już troszkę lepiej, bo Lucy była dość barwną postacią.

"Lato drugiej szansy" ma w sobie dwa wątki. Jeden - ten głupszy i całkowicie niepotrzebny - miłosny, drugi rodzinny. Wątek rodzinny polegał na pożegnaniu z ojcem i spędzaniu z nim ostatnich chwil. I to mi się podobało. Nawet bardzo. Morgan Matson, za pomocą tych postaci, uczy młodych ludzi jak ważna jest rodzina i jak nieprzewidywalne i krótkie może być życie. To było piękne. To było wartościowe. To było mądre. Ale co z tego, skoro ten wątek rozwijał się powoli i było go stanowczo za mało?

Książka Margon Matson nie wykorzystała ogromnego potencjału, jaki w sobie miała. W efekcie, "Lato drugiej szansy" to jedynie przeciętna powieść o wakacyjnej miłości i przyjaźni. Umierający ojciec i ból są na drugim planie. Może amerykańska autorka jeszcze nie dorosła do tak poważnych tematów? Przecież o nastoletniej miłości pisze się dużo prościej, ma się też sporą gwarancję, że produkt dobrze się sprzeda. A że książka traci swój potencjał i całą nietuzinkowość? Kto by tam o to dbał. Chyba jedynie czepiający się recenzenci...