wtorek, 11 lutego 2014

"Play" Javier Ruescas

Muzyka. Słuchanie muzyki. To właśnie nuty i zrytmizowane słowa są odskocznią od rzeczywistości i problemów dla wielu nastolatków (ale i nie tylko). Ku mojemu, i pewnie wielu innych, utrapieniu to nie literatura, sport, czy inne troszkę ambitniejsze rozrywki są pasją dzisiejszego społeczeństwa. Ponad połowa mieszkańców naszej planety za klucz do szczęścia uznaje krążek CD z utworami ulubionego wykonawcy, kanał zespołu na youtubie czy stację radia. Muzyka 'lecąca' z głośników lub dobiegająca, za pomocą słuchawek, prosto do naszych uszu. Można wyklinać, ubolewać i skandować, jednakże zwyczaju zmienić się nie da. Miliony ludzi przybywa na koncerty swoich idoli, ci którzy nie mogą sobie pozwolić na taki przywilej, nabywają specjalne płyty DVD i w zaciszu domowym oglądają to niezwykłe muzyczne przedstawienie. O gadżetach nawet nie będę wspominać. O ile u nas- w Polsce- dział ten nie jest aż tak rozwinięty, o tyle za granicą można zakupić ubrania, piórniki, przybory szkole, torby i plecaki, a nawet cukierki (!!!) z wizerunkiem idola. Muzyka jest wszechobecna w naszym życiu. Nawet jeżeli nie chcemy jej przyjąć to i tak nas dopadnie. W szkole, na imprezie, w autobusie (o zgrozo- nie ma to jak zatłoczona komunikacja miejska i ludzie, którzy nie wiedzą, że wynaleziono już słuchawki). Lecz muzyka to nie tylko piosenki, które można nucić pod prysznicem. Nawet najbanalniejsza nuta, może okazać się życiowa. To tylko kwestia czasu, drogi Czytelniku, nim to zrozumiesz.

sobota, 8 lutego 2014

"Krucjata" Philippa Gregory

Morze. Woda. Fale rozbijające się o skalisty brzeg. Coś co od wieków nas fascynuje, a równocześnie przeraża. Woda jest żywiołem, który daje nam życie, a tym samym je odbiera. Każdego dnia, poprzez sztormy, które przewracają statki, kpi sobie z nieudolności człowieka. My, homo sapiens, potrzebujemy wody, lecz woda wcale nas nie potrzebuje. I jako niekontrolowany żywioł nam to pokazuje. Przez sztormy i inne morskie tragedie życie straciło tysiące ludzi, dzieci zostały osierocone, a całe rodziny pozostały bez żadnych środków do życia. Boimy się takich sytuacji. Lecz równocześnie nas fascynują. Liczne książki i filmy poświęcone tej tematyce są tego żywym przykładem. Któż z nas nie oglądał Titanica lub nie przeczytał żadnego romansu lub innej powieści, w której statek tonie? No właśnie... Z pewnością każda z pań przeżywała fascynację boską, romantyczną i jakże tragiczną historią, w której winowajcą wszystkich krzywd były siły natury. Bez wątpienia każdy z nas wsiadając na prom, statek czy łódkę czuje delikatny dreszczyk emocji i obawę, czy aby na pewno ujrzyy jeszcze kiedyś stały ląd. Niby wszystko co na ziemi jest nasze, lecz żywioł wody wydaje się nam taki obcy. Jakby woda była Bogiem lub inna istotą, która rządzi się swoimi prawami i za nic w świecie nie chce słuchać ludzkiego głosu.

czwartek, 6 lutego 2014

"Gra Endera" Orson Scott Card

Każdy z nas niesie swój własny krzyż codziennych trosk, smutków i problemów. Każdy z nas jest rycerzem, który walczy o lepsze jutro. Wojownikiem, który wie co oznacza słowo porażka, który ma świadomość tego, że cokolwiek się stanie nie może się poddawać. Upadnie po raz, pierwszy, drugi, trzeci- co to za różnica. Podniesie się i dalej będzie walczyć. Bo musi. Bo jak wojownikowi zabraknie woli walki to koniec. Pozamiatane. Wtedy już nie ma po co żyć, każdy dzień cuchnie monotonią, zalatuje wonią śmierci. Wojownik nie może dopuścić do takiej sytuacji. Dobry rycerz powinien walczyć i być przykładem dla innych. I tego Wam życzę, Kochani- żeby każdy z Was był takim dzielnym wojownikiem.

Przyszłość. Fatalna przyszłość. Ziemia wyniszczona jest wojną z robalami i konfliktami o władzę. Panuje przeludnienie, toteż dopuszczalne jest posiadanie maksymalnie dwójki dzieci. Rodziny z większą ilością potomstwa są po prostu wykluczane ze społeczeństwa, w najlepszym razie wyśmiewane, narażone na spojrzenia pełne dezaprobaty. W takich warunkach dorasta mały chłopiec o imieniu Ender- jest najmłodszy z trójki rodzeństwa. Jest trzecim - tym najgorszym, najbardziej narażonym na pogardę. Mało tego- dziecko uczestniczy w programie, w ramach którego jest potencjalną nadzieją i bronią w walce z robalami. Czy sześcioletni chłopiec spełni oczekiwania rządu i uratuje planetę? Odsyłam do lektury.
 
 
Resztę recenzji znajdziecie na portalu nastek, od którego dostałam tę powieść. Serdecznie dziękuję!
 Nastek

wtorek, 4 lutego 2014

PRZEDPREMIEROWO: "Wichrowe wzgórza" Emily Bronte

"Kocham ciebie, choć mnie zabijasz, lecz czy mogę wybaczyć ci to, że zabijasz siebie?"
 
Czy nie męczy cię czasami, drogi Czytelniku, pośpiech i hałaśliwość miasta? Tłumy ludzi na ulicy, w autobusie, w galerii handlowej. Korki na drodze, kolejki w sklepach. Dostęp do wszystkiego, niby cały świat na wyciągnięcie ręki, niby zawsze wśród ludzi. A jednak czujesz się samotny, inny wykluczony. Marzysz o spokoju, chwili wytchnienia na świeżym powietrzu. Więc wychodzisz do parku, oddychasz głęboko, a w Twoim nosie pojawia się mieszanina spalin, dymów opałowych i innego brudu. Kichasz i kaszlesz, lecz ta zaraza nie chce z ciebie wyleźć. Jesteś naznaczony. Miastem, wysoko rozwiniętą cywilizacją i samym sobą uwięzionym wśród ludzi. Ach, jakbyś chciał... choć na chwilę, choć na sekundkę, znaleźć się gdzieś daleko, daleko stąd.  Może by tak na pagórkach porośniętych pięknym, fioletowym wrzoścem? Rozważ tą opcję, kochany Czytelniku. Słoneczko oświetlające twoją twarz, bezchmurne niebo, zero ludzi. Tylko ty i te urocze, jakże cieszące wzrok roślinki. Ha. Dobre. Przecież od problemów nie da się uciec. Dopadną cię wszędzie. Nawet na tym fioletowym, porośniętym wrzosem końcu świata.

niedziela, 2 lutego 2014

"Łza" Lauren Kate

Godzina szósta rano. Dzwoni budzik. Wyłączasz go z nadzieją, że znowu odejdziesz do błogiej krainy snu. Nic z tych rzeczy. Nowy dzień czeka na ciebie, kusi i obiecuje: będzie dobrze, z pewnością lepiej niż wczoraj. Haha. Dobre. Przecież doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że czeka na ciebie napisanie trzech sprawdzianów, dodatkowe lekcje matematyki i zrobienie góry zadania domowego. Ale dajesz radę. Jakoś sobie poradziłaś, choć Twoja podświadomość podpowiada Ci, że sprawdzian z historii poszedł nie tak jak chciałaś. Trudno. Najwyżej poprawisz. Zmęczona monotonią dnia codziennego wchodzisz na facebooka, żeby choć trochę się zrelaksować. Twój wybranek jest dostępny. Ufff. Piszesz, on uświadamia ci, żebyś dała mu spokój. Myślisz sobie Twoja strata, lecz... lecz czujesz smutek- tak wielki, że w oku pojawia się pierwsza łza. I wybuchasz niepohamowanym szlochem, uwalniasz się od smutku. Czujesz się czysta. A co by było gdyby Twoje łzy zmieniały świat? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, kochany Czytelniku?

Życie Eureki legło w gruzach, kiedy to kilka miesięcy temu jej matka zginęła w wypadku samochodowym. Sama nastolatka cudem uszła z życiem. Od tej pory wciąż myśli o swojej matce i nie może pogodzić się z jej utratą. Żal jest do tego stopnia głęboki, że dziewczyna postanawia popełnić samobójstwo. Na szczęście, próba ta okazał się nieudana. Od tej pory nastolatka zmuszana jest na uczestniczenie w terapii, która ma, rzekomo, pomóc Eurece. Lecz żaden specjalista nie jest w stanie zrozumieć dziewczyny. Eureka sama postanawia rozpocząć w miarę normalne życie, toteż wróciła do biegania. Po sesji z doktor Landry wsiada do swojego samochodu i gna do szkoły, ażeby zdążyć na zawody. Zatrzymuje się przed znakiem stopu i... słyszy huk, czuje jak auto wyrwało do przodu. Ktoś najechał na jej pojazd. Ściślej rzecz biorą wypadek spowodował boski chłopak. A na imię mu było Ander...

Resztę recenzji znajdziecie na portalu nastek, od którego dostałam tę powieść. Serdecznie dziękuję!
 Nastek