wtorek, 1 kwietnia 2014

PRZEDPREMIEROWO: "Dwie Marysie" Ewa Nowak

Dojrzewanie nie należy do najłatwiejszych okresów. Zwłaszcza dla dziewcząt jest to czas, który chcemy jak najszybciej usunąć z pamięci. Jesteśmy marudne, mamy huśtawki nastrojów, płaczemy i śmiejemy się bez żadnej przyczyny. Jemy tony słodyczy, później narzekamy że przytyłyśmy. Nie ćwiczymy na wf'ie, po czym płaczemy, że zamiast seksownych mięśni na brzuchu mamy fałdy tłuszczu. Obgadujemy koleżanki, a następnie dziwimy się, że od kilku dni krzywo się na nas patrzą. Już o rodzicach nie wspominając! Ci to dopiero nas denerwują - mama wrzuci do prania ulubione spodnie i nie rozumie, że akurat dzisiaj ich potrzebowałaś. Każą Ci wychodzić z psem, choć widzą, że właśnie się uczysz (lub siedzisz na facebook'u, ale kto by się tam czepiał szczegółów). Przykładów jest sporo i chyba każda z nas, doskonale sobie zdaje z tego faktu sprawę. Grunt to jakoś przeżyć ten czas. Z uśmiechem na ustach patrzeć w przyszłość i cieszyć się teraźniejszością. No i znaleźć miłość. Bo miłość to podstawa. Lecz z tym akurat, czasami bywa ciężko...

Marysia ma szesnaście lat i niczym prawdziwa desperatka szuka miłości. Co więcej wszyscy ją denerwują. Rodzice, młodsza siostra, a nawet najlepsza przyjaciółka! Mogłoby się wydawać, że nic nie idzie po jej myśli. I nic nie zapowiada się na to, ażeby rzecz miała ulec poprawie. Pełna negatywnych emocji Marysia przeżywa codzienność i po cichu marzy o swoim rycerzu, który przyjedzie do niej na białym rumaku. Lecz czy istnieje na to szansa? Dowiecie się, sięgając po najnowszą książkę Ewy Nowak!

" - Czego nie można zmienić, trzeba zaakceptować. Widzimy świat przez pryzmat własnych emocji. Zmień emocje, zmieni się rzeczywistość."

 Ja zawsze powtarzam jedno i to samo. Czasami gadam bez sensu i nawet nie zdaję sobie sprawy, że już to mówiłam. W tym przypadku doskonale pamiętam, że Wam o tym wspominałam, lecz napiszę jeszcze raz. Ewę Nowak uwielbiam. Jej książki pochłaniam z rozdziawioną buzią, a treść pamiętam przez długi czas. To właśnie lektury spod pióra tej pisarki ukształtowały mój punkt widzenia i wprowadziły mnie w nastoletnie życie. Serię miętową darzę ogromnym sentymentem i ze łzami w oczach wspominam chwile, kiedy zatracałam się w lekturze. I choć wiele w moim życiu się zmieniło, sporo zwyczajów pozostało - między innymi miłość do książek Nowak. Uczucie tak silne, że z niecierpliwością wypatruje premier Jej książek, a kiedy już jakaś nowość pojawi się na rynku, pragnę ją dorwać jak najszybciej.

Wczorajsze popołudnie. Znajduję w skrzynce awizo. Biegnę natychmiast na pocztę i już po chwili rozrywam kopertę. W środku "Dwie Marysie", które okazały się być maleńką książeczką. Zbyt małą. Bo co to jest 230 stron, kiedy mojego apetytu nie zaspokoiłoby i z 500?! Wróciłam do domu i rozpoczęłam lekturę. Niestety, nie wszystko poszło tak jak się spodziewałam. Bohaterka już od początku mnie irytowała, akcja była nudna, wolna i przewidywalna. Nie zapowiadało się dobrze. I dobrze nie było. Najnowsza książka Nowak pozostawiła poczucie lekkiego niesmaku, ogromnego niedosytu i smutku, że tym razem nie przeżyłam pasjonującej przygody.

Zacznijmy może od głównej bohaterki. Była ona pełna sprzeczności. Z jednej strony Nowak kreuje ją na ambitną nastolatkę, która słucha Kaczmarskiego i muzyki klasycznej, wyjeżdża na festiwale poświęcone muzykom sprzed wieków, zamiast przesiadywać na facebooku tworzy wraz z siostrą nowe kategorie do gry w inteligencję. Wszystko pięknie - ładnie, szkoda tylko, że jej zachowanie przywodzi na myśl typową nastolatkę. Bywa naburmuszona, ma huśtawki nastroju, złości się o byle drobiazgi i zachowuje się jakby była nie wiadomo kim. Wraz ze swoją przyjaciółką, zamiast iść na kawę lub burgera, siedzą na trawie zajadając bagietkę, którą popijają kefirem. No ja przepraszam bardzo, czy to jest jakaś komuna? Niby "młodzieżowe" zwroty, a niektóre zwyczaje jak za Gierka.

Kolejnym mankamentem jest akcja. Inne książki z serii miętowej miały w sobie wątek miłosny plus coś co zapadało w pamięć i sprawiało, że książka była świetna. Tutaj, autorka ograniczyła się tylko i wyłącznie do wątku miłosnego, co stanowi szalenie poważne i niedopuszczalne uchybienie. Akcja rozwija się bardzo wolno, przyspiesza dopiero na sam koniec. Kiedy wreszcie zaczyna się dziać coś, co mnie zaintrygowało powieść kończy się, a w głowie pojawiają się znaki zapytania. Lecz jest to efekt tak słaby, że pod żadnym pozorem nie przyprawi nas o kaca książkowego. Niemal natychmiast sięgnęłam po kolejną lekturę i bez żalu odsunęłam w zakamarki mej pamięci tę historię. Jedyne, czego będzie mi brakowało to Celiny (siostry Marysi), która skradła moje serce. To właśnie ta jedenastolatka uratowała ową opowieść od kompletnej porażki.

Za możliwość poznania dwóch twarzy Marysi Gwidosz dziękuję Egmontowi!

17 komentarzy:

  1. Monika, kiedy ty znajdujesz czas na przeczytanie tylu książek? A mówią mi, że to ja wciągam powieści jak odkurzacz ;D
    Po książkę nie planuję sięgać, może kiedyś? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, to bardzo proste. Czytam na lekcjach (opracowałam świetny patent + mam podzielność uwagi), do szkoły dojeżdżam, więc czytam w autobusie. A teraz na przykład mam w szkole rekolekcje ( na które nie chodzę, bo za tydzień mam w swojej parafii obowiązkowe), więc są skrócone lekcje :) I tak to jakoś się kręci :3

      Usuń
    2. Ale wiesz... z drugiej strony u mnie trochę ciężko czyta się pod ławką ;D Jesteśmy podzieleni na grupki do 15 osób na zajęciach max. :D No, ale próbuję użyć Twojego patentu i pokombinuję, może gdzieś się uda zaoszczędzić czas na czytanie? :D

      Usuń
    3. A kto powiedział, że czytam pod ławką? Oo Otwierasz sb książkę na krańcu ławki, że niby tylko sobie leży. I patrzysz się tak, żeby kątem oka widzieć treść. Wiadomo - na każdej lekcji nie czytam, bo czasami wypada się pouczyć, ale na kilku luźniejszych lekcjach ten patent przechodzi :). No i wymyśliłam ten sposób dopiero w zeszły piątek XD.

      Usuń
    4. No w sumie też się da... hm... coś tak czuję, że mam już co wypróbować w czwartek ;D

      Usuń
  2. Aj, pamiętam ten moment mojego życiorysu, gdy miałam lat naście i wszysto - przócz chłopaka, który mi się podobał - mnie denerwowało ; p Natomiast książki nie będę czytała, tym bardziej, że Ciebie nie zachwyciła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja, a premiera dopiero jutro :3
    Przynajmniej utwierdzony jestem w tym, że muszę ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozwolisz, że dodam Twojego bloga do linków u siebie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że pozwolę. Będzie mi bardzo miło! :)

      Usuń
  5. No weź, jestem rozczarowana Twoją recenzją, spodziewałam się super książki, a tu nudy? Zacznę czytać z ogromną obawą, mam nadzieję, że odbiorę bardziej pozytywnie niż Ty :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witam,
    nominowałam Cię do LBA
    zapraszam do zabawy:

    http://przezpiekneokulary.blogspot.com/2014/04/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Myślałam, ze to będzie taka fajna książka - szesnastoletnia Marysia i młodsza od niej Celinka zapowiadały obiecujacą lekturę. Ale i tak przeczytam, bo mimo wszystko jestem ciekawa. Tylko wiesz - pewnie dopiero po Wielkim Wydarzeniu (czyt. egzaminie gimnazjalnym) :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Wstyd się przyznać, ale nigdy nie czytałam żadnej książki autorki. Jakoś będąc nastolatką sięgałam po inne tytuły. Ale może jeszcze nie jest za późno, żeby to nadrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie miałam przyjemności czytać twórczości tej Pani, ale może kiedyś? Zobaczymy ^^

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię książki Ewy Nowak :) Chociaż sama nastolatką już nie jestem, to uwielbiam wracać do jej książek :) A tą nowość na pewno zdobędę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam książki Ewy Nowak, jest to jedna z lepszych pisarek dla młodzieży. Tej książki jednak nie miałam okazji przeczytać, ale mam nadzieję, że trafi ona w moje ręce jak najszybciej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Książki Ewy Nowak jeszcze przede mną i właściwie dużo słyszałam o niej dobrego. Z tą lekturą jednak się raczej nie zmierzę, nie chcę psuć sobie nastawienia.. :)

    OdpowiedzUsuń