środa, 16 kwietnia 2014

"Magia krwi" Tessa Gratton

"- Gwiazdki z papieru, czuwajcie nade mną, nie chcę być sam, gdy zrobi się ciemno."
 
Już średniowieczni magowie wierzyli w magiczną moc krwi. W swoich eksperymentach za główny składnik brali właśnie tą gęstą, czerwoną ciecz. Lecz zostawmy te odległe nam czasy. Dla współczesnych obywateli krew to po prostu płyn, który płynie w naszym organizmie i odpowiada za rozmaite funkcje.  Typowy zjadacz chleba nie przywiązuje wagi do tej sprawy. Dopóki jesteśmy zdrowi, sprawy świata doczesnego są dla nas ważniejsze. A już w zupełności nie zastanawiamy się, czy nasza krew ma jakieś magiczne właściwości. No heloł, przecież mamy XXI wiek...

Drusilla Kennicot w swoim nastoletnim życiu przeżyła wystarczająco wiele tragedii. Kilka miesięcy temu odeszli jej rodzice, a jej opiekunką prawną została babcia Judy. Kobieta pragnie, ażeby Silla oraz jej brat - Reese - wrócili do normalnego życia i pogodzili się ze stratą rodziców. Lecz czy jest to możliwe, kiedy dookoła dziewczyny tyle się dzieje? Czy można mówić o normalności w chwili, kiedy do rąk Silli trafia księga z zaklęciami autorstwa jej taty? Nie, kochani. Normalność w świecie nastolatki to pojęcie niemające racji bytu. Za to tajemnica, ryzyko i miłość owszem.

"Czaszka to jakby jedna z Twoich masek, tylko że pod twarzą, a nie na niej."

Kiedy zobaczyłam zapowiedź "Magii krwi", coś mnie w tej książce zaintrygowało. Z drugiej strony obawiałam się schematyczności, toteż postanowiłam zaczekać na pierwsze recenzje. O dziwo, były one pozytywne. Doszłam do wniosku, że w sumie przeczytałabym coś mrocznego, a przy tym odmóżdżającego. Zdecydowałam się na książkę Gratton i choć w tej pozycji wad jest bez liku, to mimo wszystko powieść mi się podobała. Czytałam ją z zapartym tchem, non stop rozmyślałam o przygodach bohaterów. No i przede wszystkim, już nie pamiętam kiedy ostatnio siedziałam do późnej nocy tylko po to, ażeby poznać zakończenie danej historii! A w przypadku "Magii krwi" tak właśnie było.
 
Już na pierwszy rzut oka widać schematyczność. Jak to w takich powieściach bywa, główna bohaterka ma lat naście, jej życie jest idealne, lecz zdarza się coś (w tym przypadku śmierć rodziców), co wszystko psuje i rujnuje. Następnie, niczym jeździec na białym koniu, do miasteczka (bo akcja oczywiście rozgrywa się w niewielkiej mieścinie!) przybywa nowy chłopak, który jest piękny, uroczy i romantyczny. Młodzi zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, lecz na horyzoncie pojawiają się problemy (najczęściej magia lub rodzinne tajemnice). I tak zbudowanych jest 99% paranormal romance. Na takim schemacie oparta jest również fabuła "Magii krwi". Myślę, że ten brak innowacyjności nie wymaga komentarza...

Główna bohaterka także nie zachwyca. Przypomina mi Bellę ze Zmierzchu. Silla oprócz oryginalnego (choć dziwnego imienia) wyróżnia się też taką nietypową upierdliwością. Choć Gratton chciała wykreować postać pierwszoplanową na odważną i mądrą nastolatkę, momentami efekt jest odwrotny. Równocześnie Silii nie można zaszufladkować do bohaterek z serii "głupie i głupsze", gdyż niektóre jej zachowania były takie jak być powinny, a za tą zasłonką głupoty prześwitywała mądra, lecz zaginiona duszyczka. Jeżeli chodzi o drugą postać, Nicholasa, był on takim typem chłopaka, na którego widok, każda nastolatka oblewa się rumieńcem. Czasami jego zachowanie było nienaturalne, pełne sztucznego patosu, wymuszone. Przeszkadzało mi to. Lubię romantycznych bohaterów, ale bez przesady.

Marudzę i marudzę. Pewnie chciałbyś się mnie spytać, drogi Czytelniku, dlaczego napisałam na początku tej recenzji, że "Magia krwi" mi się podobała. Już Ci odpowiadam i rozwiewam Twoje wątpliwości. Prawdę powiedziawszy, nie mam pojęcia co w tej książce jest takiego szczególnego, że historia bohaterów aż tak mnie zaangażowała. Utwór autorstwa Tessy Gratton posiada w sobie magię i - mimo wszystko - dość nietypową tajemnicę z przeszłości.Do tego pierwszoosobowa narracja z punktu widzenia Silli i Nicholasa , wartka akcja i sceneria cmentarza. Mimo że "Magia krwi" powiela dobrze nam znane wątki, historia naprawdę wciąga. Jest to przerywnik od ambitniejszych lektur, którego nie jestem w stanie Wam polecić, lecz nie mam też powodów, by lekturę odradzać. Decyzję odnośnie przeczytania pozostawiam Tobie, drogi Czytelniku.

Świat magii krwi poznałam dzięki uprzejmości grupy wydawniczej publicat!

15 komentarzy:

  1. Brrr.... nie lubię bohaterek w stylu Belli Swan. Irytują mnie tak okropnie, że mam chęć wyciągnąć je z kartek książki i je zdzielić po twarzy :) Tak, wiem- brutalnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda, że główna bohaterka przypomina Bellę ze Zmierzchu. Jakoś nie trawię tej postaci, ale mimo jest w tej książce coś, co mnie intryguje, więc może dam jej jeszcze szansę poznania, chociaż niczego nie obiecuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Na razie mam dosyć książek z paranormal romance. Ale jak kiedyś będę miała chęć na coś lekkiego, to być może po nią sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytałam i mi się tak średnio podobała - biorąc książkę do ręki liczyłam na coś lepszego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czeka na półeczce :) Myślę, że mi się spodoba, ale zobaczymy jak to będzie... Bo bohaterka ala B. Swan ciut odstrasza xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Schematyczność, w wydaniu tej książki, chyba nie do końca do mnie przemawia. I mimo, że uwielbiam taki mroczny klimat, ty razem, jednak odpuszczę:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Teraz wszyscy jada bo Belli, a jak zmierzch wszedł na rynek czytelniczy, to co druga nastolatka się z nią utożsamiała. Nie mówię, że takie bohaterki są super, też mnie irytują, ale nie czarujmy się - niejedna dziewczyna chciałaby być właśnie taka, by móc spotkać tego idealnego rycerza, który pomoże jej przezwyciężyć swoje słabości. No ale odeszłam trochę od tematu - pamiętam, że wydanie Magii krwi ciągle przekładano i w pewnym momencie zupełnie zapomniałam, że chciałam tę książkę poznać. Teraz - z perspektywy czasu - wiem, że już by mnie taka książka nie bawiła, ale jeśli kiedyś trafi w moje ręce, to może rzucę okiem. Bądź co bądź ja się sympatii do Zmierzchu nie wstydzę - to był mój pierwszy paranormal w życiu, dlatego książki, w której ktoś lub coś przypomina powieści Meyer, nie są u mnie skreślane na wstępie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zauważyłam takową tendencję. Ale ja, czuję się w pełni do tego uprawniona, bo już jako dumna piątoklasistka stwierdziłam, że "Zmierzch" to jedno wielkie gówno, a kreacja Belli sięgnęła dna. Aczkolwiek masz sporo racji - parę lat temu Bella była dla dziewczyn ideałem, a teraz w co drugim tekście mieszają jej postać i całą sagę z błotem. Cóż. Sezonowi fani - ich nie ogarniesz.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Też zaciekawiła mnie już od zapowiedzi, jednak do tej pory nie miałam jeszcze okazji jej przeczytać. Jeśli akurat wpadnie mi w ręce, chętnie z tego skorzystam, jednak nie będę się za nią jakoś szczególnie rozglądać. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że ostatnio jakoś nie przepadam za paranormal romance.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam chyba nieco podobnie - dałam się porwać tej historii, ale nadal widziałam jej mankamenty.

    OdpowiedzUsuń
  10. Okładka jest cudowna - taka tajemnicza!
    Skoro twierdzisz, że bohaterka przypomina Belle, na pewno jej nie polubię! Sama nie rozumiem dlaczego autorzy lubią robić z głównych bohaterek irytujące i niezdecydowane osóbki, czytelnicy tego nie lubią!
    Może kiedyś sięgnę po tę pozycję, ale nie w najbliższym czasie.

    recenzje-ksiazek-i-wiecej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Naprawdę bardzo fajnie napisany post! Przeczytałam calutki i mogę stwierdzić, ze jesteś genialną blogerką i masz szanse się wybić! Zdjęcia też są świetne! moze obserwacja za obserwacje? :) jeśli tak to zaobserwuj mnie pierwsza i poinformuj mnie o tym na blogu, a zrobie to samo! :)

    zapraszam do mnie : BLOG

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak czułam, że ta książka to nic specjalnego, dlatego chyba dam sobie spokój (btw imię głównej bohaterki okropne :P).

    OdpowiedzUsuń
  13. Mnie jakoś intryguje ta okładka :D
    Kiedyś w wolnej chwili skuszę się i przeczytam ;)

    OdpowiedzUsuń