wtorek, 6 sierpnia 2013

"Pocałunek anioła" Elizabeth Chandler

Nie  każdy wierzy  w anioły, lecz każdy o nich słyszał. Skrzydlate istoty, które mają za zadanie nas ochraniać, stać przy nas, czasami nawet pomagać.  Im większa wiara, tym większa pomoc. A może pomoc taka sama tylko my każdy dobry omen przyjmujemy jako podarek od naszego anioła stróża?  Lecz nie zagłębiajmy się w sprawy wiary, bo są one zawiłe, a ile ludzi tyle opinii i teorii. Ja w anioły wierzę, lecz co mi po tej wierze przy zwykłym paranormalu? Ale, ale! Czy „Pocałunek anioła” jest naprawdę tylko i wyłącznie parszywą młodzieżówką, a może zawiera w sobie coś głębszego? Jeśli chcecie się dowiedzieć, zalecam przeczytanie recenzji. I nie, nie musicie się z nikim konsultować. Ani z lekarzem, ani z farmaceutą…

Ivy jest nieśmiałą, lekko zagubioną dziewczyną, panicznie bojącą się wody (Naprawdę? Czemu wszystkie nastoletnie bohaterki boją się tego żywiołu ?!). Zmiana szkoły, ponowny ślub matki i przeprowadzka do domu ojczyma nie służą dziewczynie, lecz mimo wszystko odnalazła się w nowym środowisku. Pomagają jej dwie najlepsze przyjaciółki- Beth i Suzanne, a także pewien tajemniczy, szalenie przystojny chłopak, gwiazdor szkolnej drużyny pływackiej- Tristan.  I to właśnie związek tego młodego mężczyzny z naszą zagubioną bohaterką jest tematem głównym. Ale czy jedynym?


Elizabeth Chandler to literacki pseudonim Mary Claire Helldorfer. Autorka jest uznaną pisarką, a największą sławę przyniósł jej romantyczny sześciotomowy cykl „Pocałunek anioła”, który trafił na listę bestsellerów „New York Times’a”. Elizabeth Chandler mieszka w Baltimore w USA, uwielbia niesamowite opowieści, koty oraz baseball.

Kiedy w tytule dostrzegłam słowo „anioła” zestawione z haniebnym wyrazem „pocałunek” nie wiedziałam, czy mam się śmiać czy płakać. Jakby nie było tytuł pełni funkcję reprezentacyjną- im lepszy, tym lepsze pierwsze wrażenie. A tutaj dobrze nie było, wręcz przeciwnie. Jest lato, mogę przeczytać coś lżejszego, ale kolejny paranormal ze sierotowatą idiotką i skrzydlatym super-man’em?! No proszę Was! Przepełniona lękiem i obawą rozpoczęłam lekturę. I wiecie co? Spodobało mi się to, co otrzymałam!

Wbrew pozorom on nie jest aniołem, a ona nie jest kolejną Bellą- no kurczę, kłamstwo! Co prawda Tristan jest normalny, słodki i uroczy, lecz Ivy przypomina mi główną bohaterkę „Zmierzchu”, co jest największą wadą tej powieści. Tak samo dziecinna, bezsilna, udająca, że zmieni świat, a tak naprawdę gówno całe w tym kierunku robi (przepraszam za określenie)- lepiej by swoje życie najpierw zmieniła. Wiem, że pełno w mojej wypowiedzi jadu, lecz główna bohaterka naprawdę mnie irytowała i już teraz się nie dziwię, dlaczego te powieści są takie krótkie- więcej niż 200 stron z taką główną bohaterką wytrzymać nie można!  Czytając „Pocałunek anioła” cofnęłam się  w czasie i przypomniałam sobie swoje rozterki ze Zmierzchową Bellą- miłe to nie było, oj nie. 

Żeby już tak nie narzekać to powiem Wam, że na innych płaszczyznach książka wypadła dużo lepiej. Język, na przykład, był niezwykle prosty i dalej się głowię nad tym, jak autorka z takich prostych i krótkich zdań zbudowała tak nietuzinkowy klimat.  Atmosfera była nieziemska, obecność tych niebiańskich aniołów była wyczuwalna dosłownie na każdej stronie! Do tego dość szybki rozwój akcji, sporo momentów przełomowych- nie jest źle, prawda? Jedyne, co mnie w akcji denerwowało to to, że scena wypadku samochodowego pojawia się w opisie, na początku książki, w połowie jako właściwy moment i na końcu. No ludzie, litości! Ile można?! Uczucia deja vu gwarantowane, co więcej wspominając o tym wydarzeniu w opisie i na początku jesteśmy świadkami gigantycznego spojlera, przez co  tracimy znaczną część radości wynikającej z odkrywania lektury- i tak znamy już jeden z ważniejszych momentów. Dla jednych jest to oryginalny, nietuzinkowy element książki, dla mnie najpodlejszy spojler, na punkcie których, ostatnio, strasznie drażliwa się zrobiłam.

Podsumowując, „Pocałunek anioła” to powieść z potencjałem, momentami mądra, piękna, wzruszająca opowieść poruszająca ważne tematy. Ma to ‘coś’ , mam nadzieję, że  w kolejnych tomach autorka rozwinie skrzydła. Główna bohaterka zdecydowanie do wymiany na lepszy model, reszta całkiem znośna.


MOJA OCENA:
6/10

Za książkę serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!