"Bo zło rodzi zło"
Niektórzy są typem domatora. Weekend na kanapie z książką lub pilotem od telewizora w dłoni stanowi dla nich pełnię szczęścia. Jeszcze inni nie potrafią przez minutę usiedzieć w miejscu. Ciągnie ich w nieznane, szkoda im czasu nawet na sen. Przecież tyle jeszcze zostało do zobaczenia, tyle do odkrycia! Bez wątpienia do tej drugiej kategorii zalicza się Piotr Milewski - wędrowiec, pisarz i fotograf. Odwiedził już wiele pięknych, wartych naszej uwagi miejsc.
Dzika Rosja, która kojarzy się z żelazną władzą, biedą, matrioszkami i rozległymi, nie do końca zurbanizowanymi terytoriami. Poza dostojną Moskwą, wszystko jest pospolite i ubogie. Wystarczy wyruszyć na wschód od stolicy, w stronę Syberii, żeby zobaczyć prawdziwe oblicze Rosji. Poznać ludzi, którzy zatapiają smutki i problemy w alkoholu, trzęsącymi się rękoma robią papierosy i z wielkim oczekiwaniem czekają na przyjazd kolei, kiedy to mogą sprzedać pożywienie podróżującym. Wreszcie, jako turysta, Piotr Milewski opisuje dumę Rosji, czyli kolej Transsyberyjską.
"Najważniejsze, gdy dociera się do końca jednej drogi, to dostrzec początek następnej."
Lubię literaturę faktu. Cały czas, raczyć się młodzieżówkami nie wypada. Czasami trzeba zejść na ziemię, a takie książki w tym pomagają. I rozwijają. A jeżeli są ciekawie napisane, również zachwycają i wyzwalają wiele emocji, których byście nie podejrzewali, przy czytaniu tego typu lektury. I mimo że jestem typem domatorki, to i dalekie wojaże lubię. Lecz co może zrobić siedemnastolatka, której wiecznie brakuje czasu i wciąż jest na utrzymaniu rodziców? Spakować manatki i karty kredytowe, wsiąść w samolot i lecieć na koniec świata? No nie. Siedemnastolatka, a do tego prawdziwy mól książkowy może zaopatrzyć się w książkę o tematyce podróżniczej, rozsiąść się wygodnie w fotelu i oczyma wyobraźni przeżywać podróż w nieznane.
Jeszcze przed sięgnięciem po książkę wiedziałam, że "Transsyberyjska" będzie literacką ucztą. Do lektury Milewskiego miałam ogromne oczekiwania, które, niestety, nie spełniły się nawet w połowie! Z każdą kolejną stroną przychodziło rozczarowanie i świadomość, że zostałam oszukana. Byłam zapewniana, że książka poświęcona jest problemom współczesnej Rosji. Liczyłam, że spotkam tutaj cały wachlarz charakterów, ludzi z krwi i kości, którzy tam żyją - daleko na wschodzie, w tej puszczy zwanej Syberią. A co otrzymałam? Książkową wiedzę rodem z Wikipedii, historię Rosji i etapy budowy kolei. Lubię historię, a dzieje Rosji poznaję z przyjemnością, lecz to nie miało tak być! Obiecywali mi szarlotkę, a dali sernik. Niby oba ciasta bardzo lubię, ale skoro miała być szarlotka to ja chcę szarlotkę. Już teraz rozumiecie, na czym polega cały problem?
Jak na literaturę faktu i swego rodzaju książkę podróżniczą za mało tutaj zdjęć. Zdaję sobie sprawę, że cena książki uległaby wtedy zmianie, ale... ale myślę, że warto dopłacić parę złotych i zobaczyć rosyjski krajobraz i rosyjskie realia. Po podziwianiu zamieszczonych zdjęć czuję ogromny niedosyt! I to chyba tylko ten element mogę ocenić na plus. Bo ani styl autora nie powala na kolana, ani cała historia opowiedziana w tej publikacji. Jaka okładka, taka i lektura - szara, bura, mdła i bardzo często nudna.
Możliwość przeczytania zawdzięczam wydawnictwu znak litera nova!