"Człowiek powinien starać kochać się ten świat mimo oczywistych wad w jego koncepcji i wykonaniu."
Szum drzew. Szelest traw. Kukanie kukułki. Pohukiwanie sowy. Słyszysz szepty lasu? Czy słyszysz jak matka natura stara się podjąć z Tobą dialog? Nie ignoruj jej. Bo natura posiada moc ogromną, tak wielką, że nie potrafisz sobie tego wyobrazić. Zwłaszcza las. Las daje i zabiera, steruje naszym życiem i śmieje się z nas, bo jesteśmy zależni od niego. Na pierwszym miejscu natura, na drugim człowiek. I skoro życie nam miłe, nie próbujmy tego zmieniać.
Lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku i samotna chatka w Appalachach. Od niewielkiego miasteczka oddziela ją spore jezioro. Tu czas się zatrzymał, zwłaszcza po śmierci gospodarza. Niewielką, coraz bardziej podupadającą posiadłość przejęła Luce, która stara się uprawiać warzywa i owoce oraz dbać o dom. Jej niebywale nudną rutynę zakłóca przyjazd dzieci jej siostry. Bliźnięta są istotkami psotnymi acz milczącymi, a Luce podejrzewa, że nie miały w życiu łatwo. Tajemnica wkrótce się wyjaśni, bo Dolores i Frank nie są jedynymi gośćmi...
"Zmienia się tylko to, co widzimy w lustrze. Wewnątrz nas tkwią te same lęki i nadzieje co dawniej, jak chomiki biegnące po kole, które się kręci."
Z tą recenzją zwlekałam blisko tydzień. Dlaczego? Po prostu nie mam pojęcia, co o tej książce sądzić. I bynajmniej nie brak mi słów z zachwytu - wręcz przeciwnie. "Szepty lasu" pozostawiły we mnie głębokie uczucie rozczarowania, złości i takiego dziwnego niedowierzania. Bo miało być tak pięknie, traumatycznie, romantycznie i wstrząsająco. Miało być tyle emocji, łez i wzruszeń. A wyszło jak wyszło, czyli bardzo nijak. Nie obeszło się bez ziewania, liczenia ile stron zostało do końca i powtarzanej mantry "do zakończenia już tylko parę rozdziałów, dasz radę". Tak, drodzy Państwo, przy "Szeptach lasu" wynudziłam się niemiłosiernie.
Po fenomenalnym "Morelowym sadzie" oraz wielu pozytywnych recenzjach "Szeptu lasu" liczyłam, że Frazier stworzy naprawdę fenomenalną historię. Tymczasem okazuje się, że ten ceniony autor postawił na nijakość i tuzinkowość w dosłownie każdym calu. Byłam przekonana, że klimat tej powieści mnie zachwyci. A okazuje się, że lata sześćdziesiąte zostały przedstawione tak bezbarwnie, że czas wydarzeń praktycznie nie gra żadnej roli, bo opisana historia mogłaby się wydarzyć w dowolnej epoce.
Serce boli, boli mnie bardzo, kiedy patrzę na ten opis. Streszcza on prawie całą książkę - o ile dobrze pamiętam z tyłu okładki znajdziemy streszczenie połowy wydarzeń. Biorąc pod uwagę niewielką objętość książki i mozolną akcję niewiele nas już może zaskoczyć. Pewnie zastanawiacie się teraz, czy jest w ogóle sens czytania tej powieści. Cóż, ja jestem na "nie", bo "Szepty lasu" to jedynie zmarnowany czas, lecz parę zalet w recenzowanej dzisiaj pozycji znalazłam. I właśnie teraz Wam je przedstawię.
Nigdzie nie znajdziecie takiej historii. Sam pomysł na fabułę należy do tych oryginalniejszych i nie jest często powielany. Inna sprawa, że potencjał historii nie został wykorzystany, a bohaterowie byli dość przeciętni. Wyjątkiem są jedynie postaci Dolores i Franka, których polubiłam, a których nie miałam zbytniej możliwości poznania. W ogólnym rozrachunku, "Szepty lasu" odradzam, lecz wierzę że pozostałe tomy z Serii Kaszmirowej są równie dobre, co "Morelowy sad", który ostatnio czytałam. Nie omieszkam się o tym przekonać!
Za usłyszenie szeptów lasu dziękuję wydawnictwu black publishing!