niedziela, 2 marca 2014

"MISSja survival" Libba Bray

Pomadki, szminki, tusze do rzęs, cienie i kredki do oczu. Maseczki odmładzające, rozświetlające, ujędrniające, nawilżające. Manicure, pedicure, solarium i Spa. Dieta białkowa, zbożowa, grejpfrutowa. Ach, czego się nie zrobi dla bycia piękną! Miesiące wyrzeczeń i przesadne dbanie o siebie wynagradzają pożądliwe spojrzenia mężczyzn i pełen zazdrości wzrok rywalek. Lecz nie każda może być miss, tą jedną jedyną, najlepszą dziewczyną w całym kraju, która zachwyca zarówno figurą jak i charakterem. Bo w byciu miss, wbrew pozorom, nie wystarczy tylko machać do widowni i ładnie się uśmiechać. Taka miss to ma dopiero ciężkie życie! Musi mieć ambitne plany na przyszłość, być przygotowaną na ciężką rywalizację, mieć oczy dookoła głowy i być zawsze zorientowana, co się dzieje na świecie. Jak widzicie, wszystko ma swoją cenę. Nawet bycie królową piękności.

Piękności Stanów Zjednoczonych. Po stanowych eliminacjach nastoletnie dziewczęta lecą na finał, ażeby walczyć o tytuł Miss Nastoletnich Marzeń. Można by przypuszczać, że w czasie podróży patrzą na siebie spod byka, uważnym wzrokiem taksują siebie nawzajem, chcąc ocenić, czy dalej mają tak wielką szansę na wygraną. Lecz to są tylko moje gdybania - akcja powieści rozpoczyna się w chwili, kiedy to nasze dziewczęta lądują na bezludnej wyspie. Obdrapane, z przepalonymi włosami, wśród palm i ptaków - rozbity samolot. Załoga przepadła, niektóre miss również. Zostało zaledwie trzynaście uczestniczek, które z jednej strony liczą na ratunek, z drugiej są świadome, że muszą przeżyć. A wbrew pozorom uśmiech modelki nie wystarczy. Potrzeba jedzenia, picia i schronienia. Ciężka sprawa, kiedy przez całe życie nie chciało się brudzić rączek.

"Może to nie ja jestem popaprana. Może to cały naród oszalał, każąc nam tylko latać po sklepach, raz za razem zmieniać wizerunek i gonić za jakimś nieosiągalnym ideałem miłości albo zadowolić się jakimś dupkiem, zamiast zrozumieć siebie i żyć pełnią życia."

Dzień 14 lutego, czyli dzień wybawienia. Pewnie Wasze główki myślą, że mam na myśli Walentynki, które spędzę tak romantycznie jak książkowe bohaterki. Ha. Dobre sobie. Nie, nie - w tym dniu rozpoczęłam cudowne i wyczekiwane ferie. Spakowałam się i wyjechałam w siną dal, towarzyszyła mi sportowa torba cała wypchana papierowym rajem. Oczywiście, moja rodzicielka zapragnęłam lekkiej lektury. Podsunęłam jej tytuł autorstwa Libby Bray. W końcu tak wychwalane nazwisko nie powinno zawieść. Już po chwili słyszałam utyskiwania mamy, a później było tylko gorzej. Narzekała i klęła, za jakie grzechy musi czytać taką głupią książką. Aż wreszcie, kiedy biedna mama, dobrnęła do końca stwierdziła, że już dawno nie czytała czegoś tak bzdurnego. Niezrażona jej jękami, sama postanowiłam się przekonać jak to z "MISSja survival" jest i muszę przyznać, że rodzicielka wyjątkowo miała rację, a ja muszę się z nią zgodzić. Napisałabym, że jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak odmóżdżającego, ale w tym wypadku niewiele byłoby w tym prawdy. Ja po prostu, w całym swoim życiu, nigdy nie czytałam czegoś, co dosłownie wypala szare komórki.

To jest chore. Niektóre dialogi są dosłownie tak bezsensowne, że załamywałam ręce i klęłam na czym ludzkość literatura stoi. Bo jeżeli młodzież karmi się tylko i wyłącznie takimi tytułami to wypadałoby znaleźć szalonego naukowca i poddać się zabiegowi hibernacji w oczekiwaniu na lepsze czasy. Mam świadomość tego, że Bray celowo właśnie w taki sposób przedstawiła nastoletnie miss piękności, lecz to co działo się w książce wołało o pomstę do nieba. Dialogi były durne, lecz równocześnie zabawne. Bo "MISSja survival" to lektura tak głupia, że aż śmieszna. Chichotałam, wybuchałam śmiechem i szczerzyłam się do książki. Przygody nastolatek tak mnie bawiły, że w oku pojawił się blask a usta same ułożyły się w kształt szerokiego uśmiechu. Przy tej książce trzeba zapomnieć o byciu świadomym i inteligentnym nastolatkiem. Należy cieszyć się chwilą i ogłupić się typowym amerykańskim humorem. Komizm sytuacji, tragiczny los bohaterek, rozmaite niebezpieczeństwa, spory i problemy. Wszystko to tworzy nam atmosferę głupoty i prostego humoru. Tylko od ciebie zależy czy jej ulegniesz, czy będziesz udawać, że jesteś ponad głupawymi żartami zza oceanu.

"MISSja survival" to przede wszystkim bohaterki. Mamy tu do czynienia z trzynastoma kandydatkami do zdobycia tytułu Miss nastoletnich Marzeń. Każda z dziewcząt jest inna - kierują nią inne pobudki, ma inne plany na przyszłość, inne zainteresowania, wreszcie inny wygląd i charakter. 13 dziewcząt, które w dżungli zdane są tylko i wyłącznie na siebie. Jak można zauważyć mamy mieszankę wybuchową. W miarę rozwoju akcji sekrety dziewcząt wychodzą na jaw, dzięki czemu robi się naprawdę ciekawie!Niestety opis z tyłu okładki przypomina streszczenie i zdradza połowę fabuły. Ekhem.Czy muszę przypominać jak bardzo tego nienawidzę? Lecz trudno mi jednoznacznie określić, którą nastolatkę polubiłam najbardziej. Chyba żadna z nich nie zostanie w mojej pamięci na dłużej. Nasze miss to postacie kontrowersyjne, puste, do bólu zagubione. Ich bierność i bycie marionetką w rękach rodziców mnie irytowało i załamywało. Z tymi młodymi kobietami przeżyłam śmieszne chwile, lecz spójrzmy prawdzie w oczy - powieść Bray wpadła jednym okiem, drugim wyleci za tydzień, w porywach do dwóch. Przeciętna powieść z pomysłem, który nie został do końca wykorzystany przez co i historia nie zachwyca, a razi w oczy głupotą. Nie urzeka, a sprawia, że załamujesz ręce i drzesz się wniebogłosy 'Boże dlaczego muszę to czytać?'. Polecam jedynie tym, którzy są gotowi na zabieg wypalania szarych komórek, chcą przeżyć przygodę w dżungli i poznać uroki bycia miss. W innym wypadku radzę trzymać się od tej lektury z daleka.

MOJA OCENA:
3/10
Ogłupiającą przygodę z nastoletnimi miss zawdzięczam grupie wydawniczej publicat!