sobota, 29 marca 2014

PRZEDPREMIEROWO: "Mroczne umysły" Alexandra Bracken

 Dzieciństwo to jeden z najpiękniejszych okresów w życiu każdego człowieka. Czas beztroski, zabawy, bezwstydności. Pięciolatek nie ma problemów, każdego dnia nie zmaga się z trudami, nie ponosi porażek. Dla małego dziecka świat jest niezwykle prosty, dlatego też nie rozumie postępowania dorosłych. Maluszek nie jest w stanie pojąć decyzji rodziców, ich skomplikowanych dylematów. Bo to wszystkie przychodzi z wiekiem. Na razie jesteśmy na tym etapie, kiedy białe jest białe, a czarne jest czarne. Nie ma szarości, czegoś pomiędzy. Na razie jesteśmy na etapie zawierania nowych przyjaźni, zabaw w piaskownicy i na placu zabaw, nauki pisania i czytania. Jesteśmy na etapie dzieciństwa. Wydawałoby się, że ten czas dany jest każdemu. Lecz co by się stało, gdyby dzieci musiały zmagać się z problemami dorosłych, podejmować decyzje, od których zależy ich życie?

Dystopijna przyszłość. Dzieci chorują na niebezpieczną OMNI, a rząd wprowadził program, który ma wykryć nosicieli i osoby chore. Co dziwne, chorują tylko dzieci, a żeby epidemia się nie rozprzestrzeniała zostają umieszczane w specjalnych obozach.  To wszystko doprowadziło do tego, że dzieci dzielą się na 5 ras – Czerwonych, Pomarańczowych, Żółtych, Niebieskich i Zielonych. Każda z tych grup ma inną moc. Tak, dobrze widzicie – moc. Dzieci dotknięte chorobą OMNI są niebezpieczne i stanowią zagrożenie nawet dla obecnego rządu. Dlatego są ukrywane i traktowane po macoszemu. Często nawet uśmiercane. Czerwoni dysponują największą mocą, Pomarańczowi mniejszą itd. Ruby trafiła do obozu jako dziesięciolatka i została zakwalifikowana jako Zielona. Lecz teraz, po 6 latach koszmaru, okazało się, że jest Pomarańczową. Stanowi niebezpieczeństwo. I musi uciekać… 

„Kiedy dziewczyna płacze, nie ma na świecie nikogo bardziej bezużytecznego, niż chłopak.”

Kiedy początkiem stycznia oglądałam na youtubie filmiki zagranicznych booktuberów (vlogerzy, którzy recenzują książki) o intrygującym tytule „The Best of 2013” itp., usłyszałam o wielu powieściach. Niektóre już były w naszym kraju, inne nie. W tym momencie nie jest to ważne. Zadziwiający był dla mnie jedynie fakt, że na podium zawsze znajdowała się pewna książka, mianowicie „The Darkest Minds”. Przeczytałam opis, stwierdziłam że może być ciekawe. I zastanawiałam się, dlaczego ta powieść nie została u nas wydana, ba! dlaczego nawet nie słyszałam o planach wydania jej w Polsce. Po kilku tygodniach od owych rozmyślań, zapowiedź wydawnictwa Otwarte po prostu wbiła mnie w fotel. Książka Pani Bracken zostanie u nas wydana! Pozostawało jedynie oczekiwanie na premierę. I wreszcie jest! To znaczy dopiero będzie, lecz ja już jestem po lekturze i pragnę podzielić się z Wami moimi wrażeniami.

Minął rozdział pierwszy, minął rozdział drugi, minął także rozdział trzeci. I tak dalej, i tak dalej. Było ciekawie, choć lekko chaotycznie, akcja rozwijała się na bieżąco, lecz dopadały mnie momenty znużenia. Było dobrze, lecz nie fenomenalnie. Czekałam na wielkie wow. Wbrew temu co mówią, „Mroczne umysły” nie są fenomenalne od początku do końca. Zacznę od tego, że ciężko mi było wdrożyć się w fabułę. Zajęło mi to prawie 100 stron, dopiero później zaczęłam czerpać przyjemność z lektury. Początek jest dość chaotyczny, raz teraźniejszość, a za chwilę przeszłość. Bohaterowie owiani są tajemnicą i dość ciężko się z nimi zaprzyjaźnić. Na początku. Bo później stają się nam bardzo bliscy. Kiedy ich przygody zaczęły być bardziej dynamiczne, a ja nie mogłam się oderwać od książki, przywiązałam się do Ruby i jej przyjaciół. Nawet nie zauważyłam kiedy to się dokładnie stało. Tak naprawdę zdałam sobie sprawę z tego faktu dopiero po zakończeniu lektury. Poczułam pustkę.

Był już podział na dystrykty, frakcje i inne niezliczone przegrupowania. Antyutopia to gatunek bardzo trendy, ostatnimi czasy powstało wiele książek, których akcja rozgrywa się w przyszłości. Aż trudno uwierzyć, że „Mroczne umysły”, choć należą do gatunku tak powielanego, niosą za sobą pewną innowację. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tym, że moce definiowało się za pomocą kolorów! Świat dzieci, które musiały walczyć z wrogimi organizacjami bardzo mi się spodobał. W tej książce była jakaś taka dzikość. I trochę buntu. Nader wszystko walka o wolność i prawo do życia. A wszystko to sprawiło, że lektura jest tak klimatyczna, że nie jestem w stanie tego opisać! Świat pełen zła i przeciwności losu. W tym wszystkim znajduje się miejsce na przyjaźń i wzajemną solidarność. No i na miłość, choć akurat tego wątku nie jestem w stanie ocenić na plus. Tworzą się trójkąty i inne figury geometryczne, a czytając o sercowych przygodach Ruby czułam, że skądś już to znam. Hmm, pomyślmy. No tak – z setek innych książek dla młodzieży.

Czekałam na szał, rewelację i cud. Byłam przekonana, że już się nie doczekam. Zastanawiałam się, co w tej książce wszyscy widzą, czym się tak zasłużyła, że każdy ją wychwala. Jest dobra, w pewnym sensie oryginalna, ale to wciąż tylko dobra młodzieżówka jakich wiele na rynku. Aż wreszcie zostało mi jedynie sto stron. Finał tej powieści. Rozstanie (przynajmniej na pewien czas) z bohaterami. I zaczęło się. Akcja wreszcie pogalopowała do przodu, zyskała zawrotne tempo. Słowa wciskały mnie w fotel, wydarzenia szokowały, a czyny bohaterów wyciskały łzy. „Mroczne umysły” mają jedno z najlepszych zakończeń, jakie kiedykolwiek miałam przyjemność czytać! Spotęgowało to jedynie mój apetyt na kolejny tom.  Chcę go mieć w swoich łapkach już , teraz, natychmiast! Bo powiedzcie mi – co ja mam zrobić ze swoim życiem, skoro zostawiłam Ruby w TAKIM momencie?!

„Mroczne umysły” troszkę mnie rozczarowały. Mimo wszystko, od tak wychwalanej książki, oczekiwałam czegoś lepszego. Zdarzały się drobne potknięcia i niewielkie uchybienia. Chwile znużenia i irytacji. Lecz ciekawy pomysł, dość wartka akcja, a przede wszystkim niesamowite i wybitne zakończenie sprawiły, że książka na długo pozostanie w mojej głowie. Dzieło Alexandry Bracken polecam przede wszystkim tym, którzy lubują się w tematyce dystopijnej, uwielbiają brutalny świat i tolerują wątek miłosny. Powinniście być zadowoleni! Skoro ja byłam (i wciąż pozostaję) pod urokiem tej powieści, Wam też z pewnością przypadnie do gustu. Polecam!

Za możliwość odkrycia świata Pomarańczowych i innych grup, dziękuję wydawnictwu Otwarte!