Czasami kochamy kogoś tak, że nie potrafimy bez niego żyć. I nie chodzi mi tutaj tylko o uczucie w relacji damsko - męskiej. Istnieją jeszcze przecież więzi rodzinne, a także przyjaźnie. I choć te ostatnie znajomości są czasami traktowane po macoszemu, to prawdziwa przyjaźń jest na dobre i na złe. Prawdziwa przyjaźń wymaga poświęceń, równocześnie odwdzięcza się pięknymi momentami. Gdy zabraknie najlepszej kumpeli to tak, jakby zabrakło prawej ręki. Nagle zdajesz sobie sprawę, że nie masz komu się wypłakać i wyżalić, z kim pośmiać się z głupot i poplotkować na temat nowych parek, które ostatnio się potworzyły. Brakuje Ci tego. Brak przyjaźni wpędza cię w depresję, tym bardziej głęboką, iż wiesz, że już nigdy nie zobaczysz najukochańszej towarzyszki.
Po śmierci Jo, Allie jest w rozsypce. Stara się pozbierać i odzyskać siły, bo wie, że Nathaniel niedługo powróci, jednakże nie jest w stanie. Wciąż obwinia siebie za zamordowanie przyjaciółki, na domiar złego ma wrażenie, że szkoła nie podejmuje żadnych działań. Szpieg wciąż krąży po Akademii Cimmeria, szkoła jest narażona na ataki wroga. Nadchodzą ciężkie czasy. Czasy mobilizacji uczniów i pełnej dyscypliny, określenia przynależności i walki o miejsce, które kocha się całym sercem. Czy uczniowie wraz z nauczycielami obronią placówkę? Jakie sekrety skrywa Nathaniel i jaka jest w tym wszystkim rola Allie? Odpowiedzi szukajcie w książce. Złoty grzbiet, stonowana okładka i 380 stron nastoletniego bestsellera już na Ciebie czekają, Czytelniku.
"Szkoda, że nikt tego nie uczy. Nie mówią ci, jak z kimś zerwać i wciąż się przyjaźnić, nie powiedzą, jak rzucić chłopaka tak, żeby już nigdy nie chcieć go pocałować. Takie rady przydałyby się każdemu na świecie. Szkoda, że nie istniały."
Patrząc na fenomen Wybranych w Polsce, można by rzec, że polska młodzież nie wie co to komputer i telewizja, całymi dniami siedzi z nosem w książkach (nie mylić z podręcznikami) i delektuje się kunsztem słowa pisanego. Otóż seria C.J. Daugherty odniosła w naszym kraju ogromny sukces, o czym świadczy popularność strony serii na facebooku. Cieszy mnie fakt, że choć jedna książka przypadła do gustu moim rówieśnikom. Sama jestem ogromną fanką przygód Allie, dlatego też cierpliwie wyczekiwałam chwili, kiedy "Zagrożeni" pojawią się w moich skromnych progach. Jak tylko otrzymałam książkę, rzuciłam się na nią w niekontrolowanej chęci jak najszybszego poznania historii. Lecz czy jestem w pełni usatysfakcjonowana lekturą? Nie powiedziałabym. "Zagrożeni" są dużo lepsi od "Dziedzictwa", lecz to część pierwsza wciąż pozostaje moim osobistym numerem jeden w tej serii.
Najsłabszym ogniwem był początek. Pierwsze 80 stron (o ile dobrze zapamiętałam) były jednym wielkim niewypałem. Allie użalała się nad sobą, zachowywała się jak narkomanka - nie kontrolowała swojego zachowania, raniła wszystkich dookoła siebie. Była pogrążoną w rozpaczy egoistką, co z jednej strony wzbudziło moje współczucie, lecz z drugiej wprawiało mnie w irytację. Każdy rozdział kończył się w momencie, kiedy Allie postanawiała sobie, że musi skończyć okres żałoby. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda. Zastanawiałam się, gdzie podziała się wartka akcja tak charakterystyczna dla stylu Daugherty. I wreszcie się pojawiła! Przyszła niespodziewanie, niczym październikowy śnieg, lecz w przeciwieństwie do jesiennego opadu zagościła na bardzo długo! "Zagrożeni" to przede wszystkim śledztwo nastoletnich uczniów, ich walka o prawdę i zwycięstwo w potyczce ze złem. Próbują działać na własną rękę i choć różnie im to wychodzi, to wielkie emocje i obgryzanie paznokci z nerwów gwarantowane! Akcja przemyka błyskawicznie, nawet nie zauważyłam, kiedy pochłaniałam finał tej powieści. Przygody Allie i jej przyjaciół są nieprawdopodobne, a przy tym rzeczywiste, nietuzinkowe i apsorbujące!
W "Zagrożonych" wątek miłosny ograniczony jest do minimum. Podbojów miłosnych Allie praktycznie nie mamy okazji obserwować, są tu jedynie pojedyncze dylematy i wątpliwość - naprawdę całkowite minimum z minimum. Z jednej strony ogromne się cieszę, bo pod tym względem "Dziedzictwo" dało mi nieźle w kość, z drugiej strony paroma rozdzialikami o Allie, Carterze i Sylvainie bym nie pogardziła. Wątek miłosny stoi i czeka cierpliwie na lepsze czasy, więc podejrzewam, że w czwartym tomie autorka zaserwuje nam miłosne wzloty (pewnie też i upadki). Prawdę powiedziawszy jestem niezmiernie ciekawa, na którego z chłopców zdecyduje się Allie.
Trójka jest moją ulubioną liczbą, więc zawsze liczę na to, że tom trzeci będzie najlepszy w całej serii. W tym przypadku tak nie było, choć lekturą jestem naprawdę usatysfakcjonowana. Spędziłam z nią cudowne, pełne licznych emocji godziny, a zagadka, którą zaproponowała nam autorka, okazałą się naprawdę skomplikowaną sprawą. Allie oraz jej przyjaciele bardzo dobrze sprawdzili się w roli nastoletnich detektywów (wyszło im to z pewnością lepiej niż miłosne podboje). Lekkie pióro oraz łatwy w odbiorze język umila nam lekturę, przy której zapominamy o bożym świecie. Mimo, że seria ta nie jest może literaturą najwyższych lotów to bardzo ją lubię. Nie ma tu wampirów i innych dziwnych istot, akcja jest wartka i ma niepowtarzalny klimat, bohaterowie różnorodni,a główną bohaterkę da się przetrawić. Polecam ten tom wszystkim, którzy mieli już do czynienia z serią. Mimo, że zakończenie tego tomu było bez fajerwerków, już ostrzę sobie ząbki na kolejną część!
MOJA OCENA:
8/10
Emocjonujące chwile w Akdemii Cimmeria zawdzięczam wydawnictwu otwarte!