czwartek, 23 stycznia 2014

"Mariah Mundi i szkatuła Midasa" G.P. Taylor

Ci z nas, którzy są zabiegani, dorośli, bez części dziecka w sobie, pewnie za magią nie przepadają.  Ba! Daję sobie rękę uciąć, że co drugi Czytelnik nie wierzy w magiczne sztuczki, a wizyty w cyrku i oglądanie paranormalnych przedstawień uważa za głupotę, stratę czasu, a przede wszystkim pieniędzy. Lecz młodsza część odbiorców, która jeszcze nie tak dawno bawiła się lalkami lub samochodzikami cząstkę dzieciaka w sercu posiada. Ja do tej grupy chyba należę. I choćby dziewczęta nakładały  tonę makijażu, chodziły w butach na wysokich obcasach i kusych sukienkach z dekoltem do pępka nie pozbędą się dziecięcej delikatności, słodyczy i naiwności. Choćby chłopcy w co drugie zdanie wtrącali zwroty z łaciny ulicznej, udawali buntowników i umięśnionych sportowców i tak są jeszcze dziećmi, niedojrzałymi psychicznie gnojkami. Przypomnij sobie kochany czytelniku... pamiętasz wizyty w cyrku? Ach, jaka to była radość kiedy wędrowna grupa przyjeżdżała do twojego miasta, kiedy przekraczałeś próg namiotu i przenosiłeś się do innego świata. Dzikie zwierzęta, dziwnie przebrani, ale za to jakże śmieszni ludzie, aura tajemnicy wyczuwalna w powietrzu. Cyrk- to było to. Po takiej wizycie czułeś się napchany szczęściem i radością, Twoje dziecięce serduszko biło szybciej, potokiem słów wyrzucałeś z siebie wszystkie ochy i achy. Magiczne chwile. Niby nieważne. Lecz gwarantuję Ci jedno. Będziesz je pamiętał do końca życia.

Mariah Mundi to uczeń szkoły kolonialnej, jego rodzice zaginęli, można by rzec, że nie ma żadnych krewnych. Po skończeniu szkoły wyrusza do hotelu Regent, który jest otoczony przez piękne, zapierające dech w piersiach nadmorskie krajobrazy. Już sama podróż pociągiem wydaje się pełna emocji, a kiedy jest już na miejscu dowiaduje się, że podejmie pracę jako pomocnik iluzjonisty. Zostaje wtajemniczony w niektóre magiczne sztuczki, obdarzony kredytem zaufania rozpoczyna niezwykłą robotę.  Lecz nie wszystko jest tak jak ma być wraz ze swoją nową koleżanką- Saczą odkrywają mrożące krew w żyłach tajemnice, tym samym narażają na niebezpieczeństwo siebie i innych. Co czeka Midasa w Hotelu Regent i jaka jest rola tytułowej szkatuły Midasa? Odpowiedzi dostarczy Wam powieść autorstwa Pana Taylor'a!
 
 "Spokoju i zadowolenia należy szukać w sobie, a nie w otoczeniu."
 
I choć piszę o tej sprawie bardzo często napiszę o niej po raz kolejny. Wytoczę wszystkie zarzuty, żale i smutki ze złudną wiarą, że ktoś z odpowiednim autorytetem wśród wydawnictw to przeczyta i zrobi z tym fantem porządek. Ach, jakże złudne i utopijne me nadzieje. Stukam te słowa w klawiaturę chyba tyko i wyłącznie po to, ażeby ulżyć mojej złości, uspokoić się i wyczyścić umysł ze skazy zgryźliwości. Lecz do rzeczy, moi Drodzy, do rzeczy. Jestem osobą niezwykle tolerancyjną, jeżeli chodzi o literaturę, z rzadka pluję jadem, jestem w stanie jakoś przeżyć każde "widzimisię" autora i praktycznie każdy zabieg wydawnictwa związany z marketingiem i promocją czytadła. Ale nienawidzę z całego serca, kiedy powieść upstrzona jest fragmentami recenzji, które mówią nam,  że rzekomo mamy do czynienia z cudem, najlepszą książka na świecie i po prostu musimy kupić lekturę i ją przeczytać- tak, teraz, w tym momencie. No przepraszam bardzo, ale ja jestem człowiekiem wolnym, mózg też mam i wbrew pozorom potrafię sama podjąć decyzję, czy tematyka mnie interesuje, czy nie i czy chcę przeczytać. Ponarzekałam? Ponarzekałam. I chyba teraz powinnam przejść do meritum i rozwodzić się nad wspaniałością tejże powieści. Czy tak zrobię? Oczywiście, że nie. Powody są dwa: po pierwsze kompletnie nie mam się czym zachwycać, po drugie jeszcze nie skończyłam tematu z rekomendacjami. Po raz pierwszy w mym jakże krótkim i bezwartościowym życiu spotkałam się z tym, ażeby autor książki sam ją rekomendował. To znaczy Taylor nie napisał wprost, że stworzył arcydzieło i kto ośmieli się skrytykować jego piśmiennicze dziecko zostanie rozstrzelany. Nie, nie- autor polecił swoją książkę w bardziej subtelniejszy sposób, wyraził nadzieję, że spodoba nam się tak samo, co Harry Potter. A dla mnie jest to jednoznaczne z tym, że seria Rowling była dla niego inspiracją, jak się później okazuje również powieścią, z której zgapiał poszczególne elementy. A tego nie lubię. Bardzo nie lubię.
 
Kiedy zobaczyłam w opisie, że czas akcji przypada na wiktoriańską Anglię wiedziałam, że prędzej czy później sięgnę po lekturę. Cała fabuła niezmiernie mnie zainteresowała, wydawało mi się, że będzie to emocjonujące czytadło dla młodzieży. Pełna wielkich nadziei sięgnęłam po książkę i już po paru rozdziałach "Mariah Mundi i szkatuła Midasa" rozpychała się na półce. Jedynie fakt, że jest to egzemplarz recenzencki zmusił mnie do ponownego sięgnięcia po lekturę. Jak się zapewne domyślacie nie była to książka, którą pochłonęłam z przyjemnością. Dłużyła mi się niemiłosiernie, każdą stronę przyjmowałam z bólem, słowa raniły me oczy i szybko ulatywały z mojej głowy. Do tego stopnia, że po zakończonym rozdziale nie byłam w stanie powiedzieć o czym był. Mam wrażenie, że czas spędzony przy tej książce jest czasem straconym. Słaba i nudnawa akcje, nieumiejętność wyodrębnienia przełomowych wydarzeń i zaciekawienie nimi czytelnika, kiepsko wykreowani bohaterowie, kulejący język. Ech załamka...
 
Myślę, że nie ma sensu rozpisywać się na temat tej książki. Spójrzmy prawdzie w oczy- był to tylko przelotny incydent, zapychacz w mojej literackiej przygodzie i podróży w nieznane książkowe krainy. "Mariah Mundi i szkatuła Midasa" to powieść, która rozczarowała mnie totalnie pod każdym względem. Napisałabym, że pewnie za dzień/ dwa o niej zapomnę, ale prawdę mówiąc fabuła czytadła już wyleciała z mojej głowy. I chyba do niej nigdy nie wróci. Jedynym pozytywnym aspektem lektury jest pomysł- idea była doprawdy zacna. Szkoda, że wykonanie nie do końca takie jak powinno być. Ale cóż... raz się trafia na powieści gorsze, a raz na lepsze. Chyba wiecie do którego typu zaliczam "dzieło" Taylor'a, prawda? Zdecydowanie nie polecam.
 
MOJA OCENA:
2/10
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu publicat !