czwartek, 5 września 2013

"Chłopcy 2. Bangarang" Jakub Ćwiek


Chłopcy 2. Bangarang - Jakub Ćwiek
Dzieciństwo to czas wolności, czas zabawy, czas wręcz wspaniały. Dla kilkuletniego mieszkańca planety wszystko jest proste, a największym problemem jest to, że mama nie chce kupić najnowszych klocków lego. Małe dziecko nie musi siedzieć w szkole i się uczyć, a czas spędza w przedszkolu, gdzie w towarzystwie miłych pani przedszkolanek i kolegów po prostu się bawi. Jest zależny, a i owszem, lecz zawsze ma 'pod ręką' kogoś, kto jest gotowy mu pomóc. A przez to czuje się bezpieczny, potrzebny i kochany. Lecz tak jak wszystko inne, dzieciństwo nie jest wieczne. Zaczynamy chodzić do szkoły, studiować, pracować. Wkraczamy w etap dorosłości,a ten beztroski okres to tylko wspomnienia. Czyżby?

Pamiętacie Chłopców? *przeszukiwanie najskrytszych zakamarków pamięci* Kochany Czytelniku, nic się nie martw, jeżeli o Chłopcach zapomniałeś to zaraz sobie przypomnisz. Grupa już prawie dorosłych, szalonych mężczyzn żyjących w Drugiej Nibylandii, wychowywanych przez Dzwoneczka. Tak, tego Dzwoneczka od Piotrusia Pana.  Grupa Chłopców charakteryzuje się niecenzuralnym słownictwem, nietypowym wyglądem, a przede wszystkim... wspaniałymi przygodami!



"Dziewięćdziesiąt procent męskich problemów załatwia się po pijaku, mała- odparł.- Reszta to te, gdzie w grę wchodzą noże."

Jakub Ćwiek jest jednym z najpopularniejszych polskich pisarzy młodego pokolenia. Zawodowo copywriter, publicysta, scenarzysta i konferansjer. Autor jedenastu książek, licznych opowiadań i tekstów publicystycznych, które doczekały się adaptacji teatralnych, filmowych i LARP-owych. Jako scenarzysta, reżyser i aktor występował w krakowskiej Piwnicy pod Baranami.

Pierwszy tom był dobry, choć z krzesła nie spadłam. Czytałam i recenzowałam go w początkowym stadium blogowania, a mimo wszystko znalazłam kilka niedociągnięć, więc aż boję się myśleć, co by to było teraz. Lecz na przeczytanie kontynuacji, mimo wszystko się zdecydowałam. Dlaczego? Bo początek roku szkolnego nie sprzyja ambitniejszym  lekturą, a Chłopcy pod żadnym pozorem nią nie są, więc nadają się idealnie. Jest to powieść wręcz stworzona na jedno popołudnie, taka mało wymagająca, a wciągająca. I to jak! Wręcz nie można się od niej oderwać i mimo, że składa się z kilku, niezwiązanych ze sobą opowiadań, to cała powieść tworzy jednolitą całość i ma sens. Jeżeli już jesteśmy przy strukturze powieść, to pewnie z doświadczenia wiecie, że zbiór opowiadań dość ciężko ocenić. Bo jedno jest gorsze, inne lepsze. Jedno krótsze, drugie dłuższe. Z jednej strony to źle, bo z niektórymi opowiadaniami aż żal było się rozstawać, lecz z drugiej strony nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo powieść cechuje się dużą różnorodnością i jestem pewna, że każdy znajdzie opowiadanie dla siebie. Do wyboru, do koloru.

Część druga znacznie różni się od poprzedniczki. Akcja jest troszkę bardziej stonowana, i mimo że chłopcy nadal przeżywają przygody, to nie mają już takiego wydźwięku. Przynajmniej ja tak to czuje. Także bohaterowie, Ci nasi tytułowi Chłopcy, przez których ta recenzja jest pełna powtórzeń ulegli zmianie. Już nie są aż tak porywczy. Mimo, że nadal czują się wiecznymi dziećmi, mimo że dalej są szaleni to coś się zmieniło. Przecież nawet w książkowej rzeczywistości czas pędzi do przodu, a nasi ulubieni bohaterowie także ulegają wpływowi czasu. Smutne, lecz prawdziwe... I tak jest też w kontynuacji bestsellerowej powieść Ćwieka. Bohaterowie zaczynają się zmieniać psychicznie, dorośleć. I mimo, że próbują być dziećmi to są już w takim wieku, że niezbyt im się to udaje i zmierzają sobie powolutku, małymi kroczkami... do dorosłości.

A co się w tej książce nie zmieniło? Co już było w części pierwszej? Jedna rzecz, a mianowicie przekleństwa. To się nazywa złośliwość rzeczy martwych, to się nazywa złośliwość autora. Bo oczywiście, no jakżeby inaczej, to przekleństwa były i są tym, co mnie irytuje w książkach Ćwieka. Lecz nie myślcie sobie, ja taka cwana i podstępna jestem, że po prostu przed lekturą się nastawiła psychicznie, że zobaczę nadmierną ilość przekleństw. Więc kiedy rozpoczęłam lekturę, z każdym wulgarnym słowem nie towarzyszyły mi złość i irytacja, raczej wzrok mojego duszy i psychiki, z wyrazem: "A nie mówiliśmy Ci, że tak będzie?". Postanowiłam, że przekleństwa w "Chłopcach" będę tolerować i o owych przekleństwach słowa złego nie powiem. Lecz czasami dane słowo trzeba złamać i tak też zrobię w tym przypadku. Bo jednego autorowi chyba nigdy nie wybaczę. Bo niech te trzydziestoletnie krowy klną sobie co drugie słowo, lecz wciskanie najmłodszemu, bo pięcioletniemu Chłopcu przekleństw jest błędem rażącym, strasznym, nieprzebaczalnym.

Ja tu sobie ględzę i ględzę, a wniosek jest jeden i najważniejszy. Książka jest dobra, choć szału nie ma, tak jak poprzednio z krzesła nie spadłam. Kilka niedociągnięć jest, lecz i tak cudu się nie spodziewałam, więc tragedii nie ma. Da się zrelaksować, a przede wszystkim...pośmiać!

MOJA OCENA:
7/10

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN!