wtorek, 25 czerwca 2013

"Wybrani" C.J. Daugherty

Są takie książki, które nie są zbyt oryginalne, a jednak szum jest wokół nich niesamowity. Wszyscy recenzenci o nich piszą, ludzie, którzy książek nie czytają nagle kochają daną lekturę. Wiecie o jakiej powieści mówię? O "Wybranych", oczywiście! Z bólem serca muszę stwierdzić, że powieść wzbudziła większą furorę i zainteresowanie, aniżeli kilka naprawdę świetnych młodzieżówek. Przyznaję, początkowo patrzyłam na tę lekturę mało przychylnym okiem, lecz pozytywne recenzje sprawiły, że moje serce zmiękło i zakupiłam tę książkę. Stała na półce i kurzyła się, aż wreszcie wczoraj doszłam do wniosku, że już czas. Czas na "Wybranych"!

Allie daleko do aniołka. Od kiedy jej brat zaginął dziewczyna nie jest sobą. Zadaje się z niegrzecznymi chłopakami, niszczy budynki, przeklina, nie uczy się. Kiedy, podczas piątkowego wieczoru, zostaje przyłapana na malowaniu graffiti na drzwiach gabinetu dyrektora, rodzice stwierdzają 'Już czas'. Wiedzą, że nic nie da przeniesienie do kolejnej szkoły w Londynie, Allie potrzebuje całkowitej zmiany. Dlatego też, dziewczyna zostaje umieszczona w elitarnej, a przy tym tajemniczej szkole, gdzie wszystko jest możliwe. Czas na zmiany, czas na naukę w Akademii Cimmeria!



"-Najwyraźniej nie przepadasz za swoją aktualną szkołą- ciągnęła zupełnie spokojnym, rzeczowym tonem. Allie wodziła od jednego rodzica do drugiego. -A biorąc pod uwagę, że właśnie się do niej włamałaś, podpaliłaś swoje akta i zostawiłaś na drzwiach gabinetu dyrektora napis głoszący, że 'Ross to kupa', trudno się dziwić, że oni również za tobą nie przepadają."

C.J. Daugherty miała 22 lata, gdy po raz pierwszy zobaczyła martwe ciało- pracowała wtedy jako reporter kryminalny. Nigdy nie przestała jej fascynować natura przestępców. Powieść "Wybrani"- pierwsza część trylogii- jest efektem tej fascynacji.

Ta recenzja będzie mocno chaotyczna, niepoprawna stylistycznie, również nie oszołomi Was pod względem interpunkcji i profesjonalnego doboru słów. Lecz Ci z Was, którzy już mają za sobą "Wybranych"  nie powinni się mi dziwić! Powieść zrobiła na mnie tak ogromne wrażenie, że nie mam pojęcia jak udaje mi się wystukiwać te literki. Już czuję to w kościach, że będę miała po niej ogromna kaca książkowego, ale co tam... 'ja mam wakacje i wszystko mi wolno' :D. Po przeczytaniu "Wybranych" już się nie dziwię, dlaczego wokół tej powieści był, jest i chyba dalej będzie taki szum. Akcja, bohaterowie, a przede wszystkim klimat idealnie wpasowują się w gust nastolatek. Możemy poczuć dreszczyk emocji, lecz przede wszystkim mamy do czynienia z miłosnymi dylematami głównej bohaterki. Znajdziemy tutaj miłosny trójkącik i ten element powinnam gnębić, bo doprawdy takie 'coś' jest głupim pomysłem. Oczywiście, jakże by inaczej, autorka tak wkomponowała ten wątek, że nie sposób go znienawidzić! Z niecierpliwością czekałam na kolejny pocałunek Allie,, randki, rozmowy... Ach! Coś magicznego...
Powieść wciąga i to niesamowicie! Te 400 stron przeczytałam w półtora dnia, a pochłaniając "Wybranych" zapominałam o bożym świecie! Piękna wypowiedź Eweliny Lisowskiej potwierdza moje zdanie, dlatego też, już nie będę się męczyć, nie będę szukać słów. Po prostu zaprezentuję Wam to: "To nie jest książka! To czarna dziura! Gdy zaczniesz ją czytać, wciągnie Cię i nie wypuści aż do ostatniego zdania.". Piękne słowa, nieprawdaż?

I nie byłabym sobą gdybym trochę nie ponarzekała! Byłabym wysoce niekompetentna, o tyleż mało profesjonalna gdybym nie napisała jednego: główna bohaterka jest głupia jak but! Potrafię zrozumieć wszystko, zwłaszcza debilizm i ciapowatość, które biją od nastoletnich bohaterek młodzieżówek, ale gdzieś są granice, a Allie je przekroczyła. Ze strony na stronę byłam coraz bardziej załamana jej głupim zachowaniem, aż wreszcie pod koniec książki nastało apogeum debilizmu, a wszystkie moje nadzieje, związane z  poprawą jej charakteru (btw to marzenia zakrawało na cud boży) legły w gruzach. Z tych gruzów już się nie podniosłam i po prostu zaczęłam tolerować to nieprzewidywalne zachowanie godne pięcioletniego, nadpobudliwego bachora. Kolejną wadą jest opis powieści, który zdradza zdecydowanie zbyt dużo. Czytałam uważnie, sprawdzałam i wg moich obserwacji wyszło na to, że opis opisuje nam (masło maślane, ale ciii!) równiutko połowę historii. Równie dobrze wydawnictwo mogło napisać, na której stronie skończyli streszczać fabułę- zaczęlibyśmy czytać od tej dwusetnej strony i byłoby po kłopocie!

Tak naprawdę, już całkiem poważnie, "Wybrani" pozostawili ślad w mojej literackiej wędrówce. O ile odcisk stopy na piasku kiedyś zniknie, o tyle liczę na to, że historia wykreowana przez Panią Daugherty pozostanie w moim sercu na bardzo, bardzo długo. Pozostaje mi jedynie polecić Wam tę powieść. Chyba każdy, kto uważnie przeczytał moją recenzję już wie, że nie pożałuje lektury!

MOJA OCENA:
8/10

"Nie wszystko jest tym, na co wygląda, a ludzie nie zawsze są tymi, za których się podają."