sobota, 10 listopada 2012

"Syrena" Tricia Rayburn

Wakacje to czas wolności. Piękne, słoneczne dni spędzone z przyjaciółmi. Kto z nas nie oczekuje tego gorącego okresu? Świadomie czy nie, oczekujemy na okres sielanki, w szczególności, kiedy mamy dopiero paręnaście lat..
Vannessa Sands wraz ze swoją siostrą- Justine oraz z rodzicami jak co roku spędza wakacje w nadmorskiej mieścinie Winter Harbor. Mimo, że przyjeżdżają tu każdego roku i znają każdy kąt, nie przeszkadza to im we wspaniałej zabawie. Dziewczętom towarzyszy dwójka, niezwykle przystojnych sąsiadów- Caleb oraz Simon. Pierwszy z nich jest nastolatkiem pełnym energii, szaleńczo zakochanym w Justine. Simon, natomiast jest troszkę starszym, bardziej rozsądnym, acz towarzyskim chłopakiem.
Beztroska sielanka, zmienia się w wakacyjny koszmar, kiedy to po rodzinnej kłótni, Justine wybiega z domu.. Następnego dnia, znajdują jej ciało martwe, a rodzina wraca do Boston'u.
Niedługo potem, odnajdywane są kolejne, martwe ciała, które mimo fatalnej sytuacji, w jakiej się znalazły, twarze mają wykrzywione w uśmiechu.



Vanessa, wraca do Winter Harbor, aby rozwiązać zagadkę tajemnicy jaka odkryła mieścinę...
Tricia Rayburn to znana, amerykańska pisarka. "Syrena" to pierwszy tom sagi kryminalnej dla młodzieży o mitycznych, morskich istotach.
Powiem szczerze, że spodziewałam się czegoś znacznie lepszego. Bez wątpienia fabuła jest oryginalna i ciekawa, jednakże nie zmienia to faktu, iż powieść należy do gatunku paranormal romance, a podobnych powieści jest na pęczki.  Autorka posługuje się prostym, aczkolwiek barwnym językiem. Nie ma tu wielu błędów językowych, dzięki czemu "Syrenę" czyta się bardzo szybko.
Akcja jest dosyć przewidywalna, aczkolwiek przyznam, że niektóre momenty mnie zaskoczyły. Jak w każdej powieści nie zabraknie tu miłości. Momenty romansu, czytało mi się przyjemnie, jednak żadnej rewelacji nie było.Ot, kolejny bezpłciowy wątek, jaki czytałam już milion razy! Natomiast, na wielkie uznanie zasługuje wątek kryminalny! Mimo, że momentami przeczuwałam, co się wydarzy, byłam ciekawa w jaki sposób autorka przedstawi tytułowe syreny i w którym momencie, dowiem się o ich istnieniu. Pani Tricia przedstawiła te stworzenia nie jako laleczki, ale jako groźne, wredne stworzenia, co nadawało książce charakterku.
Główna bohaterka jest typową ciepłą kluchą, a jej lęki po prostu mnie śmieszyły. Bez przesady, żeby 18'letnia dziewczyna bała się spać przy zgaszonym świetle?! Podczas całego zamieszania i jej romansu, jej charakter ewaluował i już pod koniec powieści, była całkiem znośną, typową nastolatką.
Najbardziej podobały mi się syreny. Nie, dlatego, że były 'tymi złymi'. Ich postępowanie, owszem było wredne, aczkolwiek miały swój charakterek i nie były tak bezosobowe jak Vanessa.
Największą zmorą tej powieści jest zakończenie. Nie przypominam sobie, abym czytała książkę o tek bezmyślnym, napisanym 'na odwal' zakończeniu..
Podsumowują, po "Syrenie" spodziewałam się o wiele więcej. Mimo to,  przygody Vanessy na tyle mnie zaciekawiły, że w najbliższym czasie postaram się zapoznać z kontynuacją.

MOJA OCENA:
7/10