Mam przed sobą niewielką książeczkę z serii wydawnictwa
Egmont: ‘Poza czasem’. Najpierw mój wzrok przykuła przecudowna okładka. I choć
widziałam całą masę piękności, to ta szata graficzna mnie po prostu
zaczarowała. Piękne, pastelowe, subtelne kolory to nie tylko dla oczu, ale też
dla serca. Jak tak sobie patrzę na tę
okładkę to wyciszam się i uspokajam i …. Mam ochotę na przeczytanie „Królestwa Łabędzi”! I już
otwieram powieść i od razu rzuca się w oczy chwytająca za serce dedykacja. Mój
apetyt rośnie, zaczynam czytać i z każdą stroną jestem pod coraz większym
wrażeniem. Jesteście gotowi przeczytać tak pozytywną recenzję? Jeśli tak,
zapraszam!
Aleksandra jest córką Króla. Wraz z matką i swoimi braćmi
całe życie spędziła na królewskim dworze.
Dziewczyna jest dość nijaka, toteż ojciec zawiedziony urodą i
charakterem córki nie zwraca na nią uwagi. Aleksa spędza, więc, swój czas z matką, która uczy ją
jak dbać o rośliny, o ziemią. Nastolatka
poznaje również podstawowe zaklęcia. Całe to sielankowe życie znika, kiedy
matka Aleksandry zostaje pogryziona przez potwora. Żałoba trwało dość krótko, bo już niedługo na Królewskim Dworze
pojawia się Zella- piękna dziewczyna, którą ojciec Aleksy odnalazł w lesie.
Dziewczyna szybko orientuje się, że
słodka, chudziutka, delikatna osóbka to potwór, którego trzeba zgładzić. Ale
czy sama da radę uratować Królestwo?
„- Gdyby życzenia zamieniały się w konie, żebracy byliby wspaniałymi jeźdźcami.”
Zoe Marriott mieszka w północno-wschodnim Lincolnshire z
dwoma kotami, Echo i Hero oraz psem Finnem.
„Królestwo Łabędzi” to jej debiutancka powieść , która zdobyła
prestiżową nagrodę. Autorka została także nagrodzona ważną nagrodą Sasakawa Prize za książkę „Cienie na Księżycu”, której
polskie wydanie ukazało się w 2012 roku w serii Poza Czasem.
O! Patrzcie, ile można się dowiedzieć czytając biografie
autorów! Jeszcze 5 minut temu byłam święcie przekonana, że to „Cienie na Księżycu”
były debiutem Marriott. A tu proszę! Okazało się, że to „Królestwo Łabędzi”
jako pierwsze przecierało szlaki. Szczerze mówiąc, nigdy bym tak nie
powiedziała, bo porównując obie powieści to „Cienie na Księżycu” wypadają
znacznie słabiej, tak jakby autorce nie zależało na stworzeniu dobrej
powieści. Lecz nie o „Cieniach...”
dzisiaj piszę, a o „Królestwie łabędzi”, czyli książce, która podbiła moje
serce za każdy, nawet najdrobniejszy detal. I to właśnie o tej książce zaraz Wam
coś powiem…
Tak naprawdę, rzadko kiedy mamy do czynienie z taką
historią, pełną baśniowości. Owszem, mamy te swoje wampiry i wilkołaki, ale
jakoś nikt nie pomyślał, ażeby w książkach dla młodzieży znalazły się elementy
baśni i żeby owe powieści były przepełnione liryzmem, urokiem, a przede
wszystkim pewnymi wartościami. Na
szczęście, Pani Marriott doszła chyba do takiego samego wniosku, co ja, bo
stworzyła fenomenalną i piękną opowieść o miłości, rodzinie, walce dobra ze
złem! Panie, Panowie… Przed Państwem „Królestwo łabędzi”- historia, która
olśniewa i nie pozwala o sobie zapomnieć! Co prawda, początkowo nie mogłam się wciągnąć,
lecz kiedy już zagłębiłam się w świat Aleksandry nie mogłam z niego wyjść!
Główna bohaterka, która żyła w skorupce nieśmiałości okazała się mądrą i
inteligentną kobietą. A kiedy zrzuciła z siebie warstwę cichej myszki, była
gotowa oddać życie w walce o swoje królestwo i osoby, które kocha. Nasza bohaterka była silną nastolatką, jedną
z takich postaci, które nie dają o sobie zapomnieć. Również, a może zwłaszcza (?)
Gabriel podbił moje serce. Nie chcę Wam o tej personie dużo opowiadać, ba! Ja w
ogóle nie powinnam o niej wspominać, ale skoro już imię chłopca zostało umieszczone
w opisie książki to i ja postanowiłam skrobnąć
o nim parę słówek. Był to typ romantyka, pokochałam go już od pierwszej
litery. Pani Marriott, Pani Marriott! Ja chcę więcej tak wyrazistych, ludzkich,
pełnych emocji postaci!
„Królestwo łabędzi” czytało się bardzo szybko i przyjemnie.
Wszystkie obrazy były bardzo plastyczne,
toteż wraz z główną bohaterką
przeżywałam wszystkie przygody.
Czułam się, jakbym to ja była Aleksandrą i to ode mnie zależałoby życie
mieszkańców Królestwa. Naprzemiennie na mojej szyi pojawiał się dreszczyk
emocji i strachu, uśmiech na twarzy, łezki przy oczach. Za tak ogromną dawkę emocji cenię tę powieść
ogromnie i jeszcze nie raz do niej wrócę. Takich lektur powinno być więcej, ale
może i nie? Może gdyby było ich więcej, nie miałyby takiego uroku? Ja jestem
zszokowana, ciągle jeszcze moja dusza jest w świecie Aleksandry. Dla mnie „Królestwo
łabędzi” ma tylko jedną ogromną wadę: za szybko się kończy!
MOJA OCENA:
9/10