czwartek, 6 listopada 2014

"Testy" Joelle Charbonneau

















Najnowszy artykuł na lubimy czytać mówi o powodach, które usprawiedliwiają nas przy porzuceniu lektury. Recenzowane dzisiaj "Testy" można zaliczyć do kilku punktów, bo a) dzieciak jest mądrzejszy ode mnie (trochę) i - oczywiście - szalenie działa mi na nerwy; b) mój Puszysław leżał na książce, przez co nie mogłam jej czytać; c) mam kaprys i po prostu - najzwyczajniej w świecie - mi się nie podoba i d) jest cholernie, wyczepiście, totalnie ZNAJOMA. Mimo wszystkich zaprezentowanych wyżej powodów, "Testy" przeczytałam od deski do deski, a dzisiaj prezentuję Wam moją opinię.

Opowiem Wam pewną historię. Była sobie raz dziewczynka, która będąc na wakacjach w Dublinie przechadzała się zatłoczonymi ulicami i wstępowała do równie zatłoczonych księgarń, które to były wypełnione pięknymi, cudownie pachnącymi książkami. W pewnym takim lokalu, na pewnej takiej półce dziewczynka znalazła "Independent study" i od razu zapragnęła to przeczytać. Jednakże Diabelskie Skrzydełko Okładki (nazwa własna - kopiowanie zabronione!) uświadomiło dziewczynce, że owa powieść jest drugim tomem pewnej trylogii. Dziewczynka nie mogła znaleźć pierwszego tomu i wkrótce - pogrążona w smutku, ubrana w czarne, żałobne szaty - wróciła do swojego kraju. Po kilku miesiącach udręki, dziewczynka ujrzała promyczek przebijający się przez gęstą warstwę chmur. "Testy" - pierwsza część trylogii autorstwa Joelle Charbonneau - zostaną wydane w królestwie dziewczynki! Myślicie, że dziewczynka żyła odtąd długo i szczęśliwie? Skądże znowu.

W dystopijnej przyszłości, w świecie wyniszczonym wojnami, z każdej kolonii - co roku - typowani są uczniowie, którzy mogę podjąć naukę na uniwersytecie. Lecz zanim rozpoczną kolejny etap swojej edukacji, czekają ich testy. Cia - nastolatka z Kolonii Pięciu Jezior - kończy w tym roku naukę. Mimo swojej przeciętności, marzy o udziale w Testach. Dziwnym trafem, zrządzeniem losu, dobrze przemyślanym wyborem - to nie ma znaczenia. Najważniejszy jest fakt, że dziewczyna została wytypowana do Testów. Teraz czeka ją świetlana przyszłość. Ech, czy aby na pewno?

Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, jak taka książka mogła zostać dopuszczona do druku. Dziwię się, że Autorka nie bała się posądzenia o kradzież pomysłów i procesu sądowego, jaki mogli jej wytoczyć inni autorzy. Bądźmy szczerzy - pomysł na książkę miała Suzanne Collins, Joelle Charbonneau miała jedynie INSPIRACJĘ. I o wiele za dużo bezczelności, którą wykorzystała na zżynanie pomysłów. "Testy" są jedynie powieleniem oczywistych schematów i elementów z trylogii Collins. Pojedyncze pomysły, na które Autorka sama wspaniałomyślnie wpadła (choć wysoce prawdopodobne jest, że zainspirowała się jeszcze innymi historiami, których - po prostu - nie znam) są przewidywalne i sztampowe. Więc mamy do czynienia z paradoksem - bo oto otrzymałam książkę, które mogłaby być jakimś sequelem Igrzysk śmierci.

Żeby nie być gołosłownym, pragnę Wam zaprezentować kilka najbardziej rzucających się w oczy przykładów. Pamiętacie moment w "Igrzyskach śmierci", kiedy przed rozpoczęciem zabawy, kandydaci mogli zdobyć plecaki z potrzebnymi przedmiotami? W "Testach" pojawia się dokładnie ta sama scena, tyle że miejsce rozgrywki zostaje zastąpione pokojem z przydatnymi akcesoriami. W bestsellerowej serii Collins kandydaci otrzymują pomoc sponsorów, w recenzowanej dzisiaj książce, nasza bohaterka także otrzymywała przydatne prezenciki. W krainie brutalności i przemocy, Katniss była tą spokojną, racjonalną, wrażliwą dziewczyneczką, która pożegnała zmarłą Rue hucznym pogrzebem. Cia - główna bohaterka "Testów" - jest dokładnie taka sama. I tak samo wyprawia na ostatnią drogę zmarłą uczestniczkę. Każdy z bohaterów "Testów" był wykreowany na wzór person z "Igrzysk śmierci".

Nie tylko Suzanne Collins stanowiła inspirację dla naszej cwanej autorki. Nasza, przebiegła niczym lisica, autorka stworzyła doskonały team z równie przebiegłym niczym lis grafikiem. Jedna wersja okładki (klik) jest tak szalenie podobna do okładki z "Niezgodnej", że - kiedy zdałam sobie z tego sprawę - miałam ochotę wydrapać sobie oczy lub kupić wszystkie możliwe egzemplarze tej książki i spalić je na stosie. Razem z niezwykle kreatywną autorką i grafikiem.

"Testy" czytało się całkiem miło, a powieść wciągała. Cia była całkiem mądra i ogarnięta, a Tomas przeuroczy i bardzo męski. Lecz co mi po tym, skoro te postacie stanowiły jedynie powielenie Katniss i Pete'a. Mogę czytać słabe książki - jakoś to przełknę. Lecz kiedy całkiem dobra książka, jest jedynie, wciąż marną, podróbką bestsellerowej trylogii, to nóż mi się w kieszeni otwiera. "Testy" definitywnie nie zaliczyły testu, a jednoosobowa komisja w postaci mojej skromnej osoby, odrzuciła Joelle Charbonneau ze względu na bezczelne ściąganie od piątkowej pisarki Suzanne Collins. Tym samym, Charbonneau za swoją pracę otrzymuje ocenę niedostateczną. Bez możliwości poprawy.