Lisa i Charlene to normalne nastolatki. Co prawda, druga z dziewczynek miała straszne dzieciństwo, lecz już od ponad roku mieszka ze swoim ojcem w nadmorskim Hastings. Tam poznała Lisę, z którą od razu się zaprzyjaźniła.
Dzień jak każdy inny. Dziesięciolatki idą do szkoły, gdy nagle zatrzymuje się turkusowe auto, a kierowca wychodzi z pojazdu i podchodzi do dziewczynek. Knebluje im ręce i wrzuca do bagażnika. Tak zaczyna się ich największy koszmar, gdzie ich życia zależy jedynie od pomysłów szaleńca.
Szczerze mówiąc, jestem tą książką rozczarowana. Co prawda, jest to moje pierwsze spotkanie z serią, aczkolwiek moi znajomi aż piali z zachwytu nad niektórymi pozycjami. Nastawiłam się na płacz i potok łez, a tu proszę! Podczas czytania nie uroniłam ani jednej łzy! Generalnie jestem wrażliwą osobą, więc bardzo współczułam bohaterkom, ale nie poczułam do nich jakiś szczególnych więzi, co zdarza mi się bardzo często, szczególnie w tego typu książkach.
Niewątpliwym plusem jest to, że poznajemy akcję z punktu widzenia obu bohaterek, co sprawia, że wiemy więcej i lepiej potrafimy zrozumieć psychikę każdej dziewczynki. Nie wiem czy zauważyliście, ale imiona autorek są takie same jak bohaterek! Lisa oraz Charlene nie tylko występują w lekturze, lecz także ją napisały! Pod względem stylistycznym książka ma wiele wad i nie ma ty przełomowych momentów akcji, autorki wspaniale oddały uczucia i klimat tego wydarzenia. Mimo dorosłego wieku, te 2 kobiety powróciły do przeszłości i dziecięcym językiem i rozumowaniem wspominały o niektórych sytuacjach.
"Uprowadzone" nie są arcydziełem, jednak po przeczytaniu można wysunąć wnioski oraz porozmyślać nad trudnymi sprawami. Jak dla mnie jest to przeciętna powieść, mająca kilka zalet, które ostatecznie sprawiają, że książkę czyta się bardzo szybko.
MOJA OCENA:
7/10