piątek, 8 listopada 2013

"Niewidzialny most" Julie Orringer

Bardzo często słyszymy, że coś jest ponadczasowe. Zwykle nie zastanawiamy się nad tym słowem, nie ma co się dziwić, bo wiek 21 jest wiekiem słów rzucanych na wiatr, słów, które są wypowiadane nieszczerze, przez co tak naprawdę w ogóle się nie liczą. Słów, które nas oskarżają, które sprawiają nam przykrość i najzwyczajniej w świecie nas ranią. Słów, które mogą zmienić nasze życie. Na lepsze lub na gorsze. Opcje są dwie, choć śmiem twierdzić, że dużo częściej mamy do czynienia z tym drugim wariantem. Czasami życie bywa niesprawiedliwe. Lecz czasami jest piękne, pełne miłości i innych wyższych wartości. Życie jest nieprzewidywalne. Tak było jest i będzie. Własnie dlatego dar życia jest ponadczasowy. Od tylu lat niezmiennie tak boleśnie piękny...

Andras Levi to młody mężczyzna pochodzący z Węgier. Mamy rok 1937 i mimo, że nadejście wojny wręcz czuć w powietrzu chłopak decyduje się na wyjazd do Paryża i rozpoczęcia tam nauki na Uniwersytecie.  Jeszcze na stacji kolejowej dostaje list, który ma potajemnie przewieźć i dostarczyć do kraju sera i wina. Adresatem okazuje się być Klara- osoba, która namiesza i skomplikuje życie Andrasa. Macie ochotę na długą, lecz pełną emocji i gorących uczuć opowieść? Sposób jest prosty- wystarczy sięgnąć po "Niewidzialny most"!


Julie Orringer jest autorką nagrodzonego zbioru opowiadań o tytule 'How to Breathe Underwater', który znalazł się na liście Notable Books dziennika NY Times. Zdobyła nagrodę magazynu literackiego 'the Paris Review" i otrzymała liczne stypendia. Mieszka na Brooklynie ze swoim mężem- pisarzem Ryanem Hartym.

Wojna to temat rzeka. Zwłaszcza II WŚ to taki incydent w dziejach ludzkości,który chyba na zawsze pozostanie w naszych sercach i pamięci. Tyle ludzi oddało życie za zwycięstwo. Tylu ludzi odniosło obrażenia. Tylu ludzi walczyło. Każdy czuł tą wojnę i był jej ofiarą. Tych strasznych chwil nie da się wykreślić ot tak. Trzeba o nich mówić, trzeba o nich pisać, ale... tyle książek o wojnie już powstało. Naukowe publikacje, powieści obyczajowe, w które wpleciony został wątek historyczny, romanse, a nawet młodzieżówki. Czy jest sens tworzyć coś nowego? Czy jest szansa, że nasza powieść, której akcja przypada na te okrutne chwile będzie nietuzinkowa i wyjątkowa? Przed przeczytaniem "Niewidzialnego mostu" bez chwili zająknięcia, bez zastanowienia, na bezdechu, szybko i bezproblemowo palnęłabym 'nie'. Ale teraz... teraz jest znacznie gorzej. Decyzja jest cięższa, a spowodowane jest to tym, że powieść Pani Orringer wprowadziła w mojej głowie jeden wielki zamęt, chaos i nieporządek. A ostrzegali. Mówili, żebym nie brała się za takie cegły. Żebym nie próbowała ambitniejszej literatury prze wielkie 'L'. A ja się ich nie posłuchałam. Ale zdecydowanie nie żałuję!

Kiedy książka do mnie dotarła i zobaczyłam, że trzymam w swoich małych łapkach prawie 800. stronicową cegiełkę przyznam, że lekko się załamałam. Jako znawczyni marketingowych chwytów stwierdziłam, że pewnie czcionka jest duża. Otworzyłam i.. nic z tego! Lekko skoncentrowana rozpoczęłam lekturę i... niespodzianek nigdy dość! Już od pierwszych stron akcja niezwykle mnie zauroczyła, a kiedy na naszą książkową scenę wkroczyła Klara, wiedziałam, że trudno będzie mi się oderwać od tej powieści. Mimo, że lektura jest dość obszerna pod względem objętościowym akcja od samego początku pędzi do przodu- nie ma tu miejsca na ziewanie, chwilę oddechu, czy nudę. Wręcz przeciwnie, co i rusz emocje i namiętność bohaterów, ich życie, a także dzieje wojenne wpychają nas w fotel tak mocno, że nawet siłą nie wyjdziemy z tego świata. Jest czas na łzy, uśmiech na twarzy, zmarszczenie czoła ze zdziwienia i strach o losy bohaterów. Cała gama emocji. Lubię to!

Jeżeli chodzi o bohaterów, jak się już pewnie domyślacie, są skonstruowani bardzo dobrze, aż chciałoby się rzec: fenomenalnie. Mamy do czynienia z całą paletą osobowości, więc bez obaw- każdy znajdzie kogoś, z kim będzie mógł się utożsamić. Mi osobiście najbardziej przypadł do gustu główny bohater, a przez całą powieść zdążyłam się z nim porządnie zakolegować. Bohaterowie są niezwykle plastyczni i wyraźni. Myślę, że przyczyną tego, jest piękny, bardzo bogaty język, jakim posługuje się Julie Orringer. Nie ma tu miejsca na niedomówienia, czy błędy. Wszystko jest dopracowane do perfekcji, napisane z pasji i potrzeby serca. To widać. Ja to zauważyłam. Też chcesz? Przeczytaj książkę! Z całego serca Ci ją polecam!

MOJA OCENA:
8/10 lub 5/6


Za książkę serdecznie dziękuję portalowi sztukater!

15 komentarzy:

  1. Brzmi ciekawie (; jak tylko uzbieram kasę, to muszę ją mieć :D

    OdpowiedzUsuń
  2. 800 stron? OMG. Nie przepadam za takimi cegłami, ale ta tak strasznie mnie ciekawi, że chyba się skuszę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Te 800 stron mnie troszkę przeraża, ale bardzo mnie zaciekawiłaś i jak będzie w bibliotece to wypożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaciekawiłaś mnie :) Nawet taka ilość stron mnie nie zraziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Odkąd zakończyłam współpracę ze Sztukaterem napotykam same świetne recenzje książek od nich.. Bardzo bym chciała przeczytać "Niewidzialny most", bo wiele dobrego słyszałam o tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sztukater ostatnio naprawdę się rozkręcił i mają do dyspozycji świetne książki. Więc żałuj, żałuj ;-)

      Usuń
  6. Fakt cegiełka, ale ile wrażeń i emocji. Jedna z lepszych książek, jakie przeczytałam

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapowiada się bardzo ciekawie. Może kiedyś uda mi się ją przeczytać, na razie nie mam jej w najbliższych planach. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wydaje się, że to interesująca lektura :3 Chyba ostatnio moja ciocia ją czytała, ale nie pytałam jakie są jej wrażenia ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. Już o książce słyszałam i mam na nią wielka ochotę.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapowiada się bardzo interesująco - przeczytam :) Tym bardziej zachęca mnie te 800 stron dobrej książki,... ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Właśnie sobie kupiłam, jestem go bardzo ciekawa;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wygląda na bardzo dobrą pozycję. Póki co nie mam odwagi po nią sięgać, ale w przyszłości pewnie nie raz się nad nią zastanowię!

    OdpowiedzUsuń